poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział 1: "Posiadam moc?!Jestem wojowniczką?! Co tutaj się dzieje?!"

Marzec... Początek wiosny mojej ulubionej pory roku, a zarazem koniec mroźnej zimy...  Wszystko wokół budzące się do życia, to takie wspaniałe... Zimą wszystko jest schowane pod tym białym puchem lub zmrożone na kość przez co po części nie znoszę tej pory roku... Na powietrzu wciąż zalatuje zimą, jednak słoneczko pomaga o tym zapomnieć. No tak.. Wiosna, ciężej jest wstawać bo dni robią się dłuższe... A ja znowu.... Spóźniona!
- Szybko!Szybko! - zawołałam sama do siebie biegnąc - Nienawidzę tych poranków - ziewnęłam płynnie i ustałam na chwilę by odpocząć. Spojrzałam na drzewa wiśni, uśmiechnęłam się widząc małe różowe pączki kwiatów wiśni - Już niedługo - wyszeptałam radośnie.
A właśnie.. Nie przedstawiłam się, prawda? Nazywam się Miyu Sekai, mam 14 lat i aktualnie jestem w drugiej gimnazjum. Mam różowe włosy, których część związuję w małe kucyki a resztę pozostawiam rozpuszczone, moje oczy są koloru fioletowego. Na sobie mam szary mundurek szkolny z niebieską kokardą. Jestem dosyć fajtłapowata, co chwilę walę jakąś gafę no i jestem beksą.
Już ostatni miesiąc jako drugoklasistka, ale fakt faktem... Zbliżają się egzaminy... - pomyślałam wpatrując się wciąż na drzewa wiśni. - Mam nadzieję, że tylko na początek dnia mam pecha - podrapałam się po głowie.
- Miyu! - usłyszałam nagle znajomy głos i odwróciłam się w stronę, z którego dobiegał.
Była to moja najlepsza przyjaciółka Yuka Momoshi, chodzimy do tej samej klasy oraz znamy się od dzieciństwa. Ma brązowe włosy związywane w dwa kucyki oraz ciemno fioletowe oczy. Gdy usłyszy słowo "chłopak" jest w siódmym niebie, no cóż muszę przyznać, że ma fioła na tym punkcie..
- Yuka... - szepnęłam spoglądając na nią.
- Miyu nie stój jak słup! - zawołała zdyszana biegnąc - Już po dzwonku! - ustała na chwilę przy mnie, wzięła kila wielkich wdechów i dalej pobiegła - Szybko!
Patrzyłam zdezorientowana jak odbiega po chwili dopiero dotarło co powiedziała.
- Co?! Już tak późno?! - ruszyłam szybko za nią.
* * * * * *
Lekcja angielskiego.
Oczywiście wraz z Yuką dostałyśmy wykrzyczenie za nasze spóźnienie, ale na szczęście skończyło się tylko na tym. Usiadłyśmy na naszych miejscach no i nauczycielka wzięła się za sprawdzanie co pamiętamy z ostatniej lekcji. Po kilku minutach przepytywania ku memu nieszczęściu padło na mnie.
- Sekai, jak powiesz : " Kupiłam sukienkę?"
- W-więc - wyszeptałam. Od razu poczułam wzrok całej klasy na mnie, pewnie wiedzieli już co się szykuje.. No tak! Dziękuję wam! Zawsze mogę na was liczyć... - pomyślałam i zastanowiłam się nad zdaniem do przetłumaczenia
- I ate dress. - odpowiedziałam poważnie. Byłam pewna mojej odpowiedzi... Moja klasa zaczęła się śmiać, a ja tego nie rozumiałam. No co znowu? Przecież dobrze powiedziałam...
- Misaki... Jesteś pewna swej odpowiedzi? - spytała zakłopotana nauczycielka
Uśmiechnęłam się promiennie
- Tak proszę pani! Pewna jak nigdy! "I ate dress" oznacza "kupiłam sukienkę" - mówiłam wesoło.
Pani wzdychnęła.
- Twoje " I ate dress" znaczy " zjadłam sukienkę"
Pomrugałam zaskoczona oczami
- Zjadłam?
- Smaczna była? - spytał jeden z chłopaków
- Zamknij się - szepnęłam i spojrzałam na kobietę - Byłam pewna tego..
- Ucz się Sekai... Lada moment egzaminy... - powiedziała poważnie
- T-tak... - przytaknęłam tylko, a ona przeszła do następnego tematu lekcji.
* * * * * *
Na następnej lekcji, czyli fizyce.
Po sprawdzeniu listy obecności nauczycielka zorientowała się, że zadała pracę domową, zaczęła przechodzić z ławki do ławki sprawdzając zadania każdemu z uczniów.
- Praca domowa? - wymamrotałam zdziwiona od razu zaczęłam grzebać w torbie z nadzieją, że jednak zrobiłam.
- Miyu, wszystko w porządku? - zapytała zmartwiona Yuka
- Więc... - przeszukiwałam torbę
- Zrobiłaś tę pracę domową?
- Byłam pewna, że tak bo coś mi się kojarzy ale... - opuściłam głowę - Nic nie ma...
- No wiesz... Co ty w ogóle w domu robisz?
Otworzyłam buzię by jej już odpowiedzieć, ale podeszła do mojej ławki pani.
- Sekai.. Twoja praca domowa?
Podniosłam wzrok na kobietę
- Ja... Nie mam jej... - wyszeptałam
- Sekai... - mruknęła. W jej głosie wyczułam zdenerwowanie.
- Przepraszam... Musiałam zapomnieć...
- Weź się w garść! Kolejny raz nic nie przynosisz a jak tak dalej pójdzie nie zdasz do następnej klasy!
Przeraziłam się tą myślą. Opuściłam szybko głowę na znak przeprosin.
- Przepraszam! Już się to więcej nie powtórzy! - zawołałam z łezkami w oczach.
- Mam nadzieję... - odpowiedziała i poszła do następnej ławki.
Prawda jest taka, że moje życie jest za bardzo zagmatwane... Może wszystko byłoby prostsze gdyby nie luki w pamięci... Tak, z niewiadomych przyczyn nie pamiętam okresu gdy miałam 13 lat, wszystko inne jest dla mnie przejrzyste.. Jednak to nie było aż tak dawno i mam ciągle nadzieję, że lada moment tamte wspomnienia i me życie wrócą do normy... Cóż wiara przenosi góry, nie tak?
* * * * * *
Na chemii
Pani zleciła nam zadanie: Przelanie "czegoś" z probówki pierwszej do probówki drugiej, cały problem polegał na tym, że nie wiedziałam co i jak.
- Co robić?! Nie pamiętam!! - załamana złapałam się za głowę i biegałam spanikowana wokół mego miejsca pracy
- Miyu uspokój się! - próbowała złapać mnie Yuka
- Już po mnie! Zostanę pogrzebana żywcem! - rozpłakałam się i upadłam na kolana
Yuka poklepała mnie po ramionach.
- Spokojnie, spokojnie... Dasz radę jak tylko się uspokoisz i pomyślisz trochę
- A ty zrobiłaś te zadanie? - spojrzałam na nią z nadzieją
- Nie... Jestem w kropce tak jak ty - zaśmiała się zakłopotana.
Poczułam w tym momencie choćby spadło na mnie kowadło 20 ton. Załamana skuliłam się i zasłoniłam rękoma uszy
- Dziękuję za nic - wykrztusiłam.
- Wstawaj... Za chwilę będzie sprawdzać... Zrób cokolwiek może ci się poszczęści - wróciła do swego stanowiska.
Przytaknęłam niepewnie
- Racja... Może będę miała to szczęście... - wzięłam probówki do ręki i spoglądając na obie zaczęłam się" modlić" - To nie jest pewnie takie trudne skoro już część osób to zrobiła - powiedziałam do siebie słysząc roześmiane osoby z klasy, które już ukończyły zadanie.
Na moje szczęście, które dopisywało mi od początku tego wspaniałego dnia podeszła do mnie nauczycielka. O tak. Kocham ten dzień!
- Sekai, jak ci idzie? - zapytała
- D-dobrze - zaśmiałam się zakłopotana
- W takim razie może pokażesz co potrafisz?
- E no...  - uśmiechnęłam się zdenerwowana - wolałabym nie... - w moich oczach stanęły łezki. Niech ktoś mnie stąd zabierze! - myślałam.
- Przecież twierdziłaś, że dajesz radę w takim razie możesz to chyba zrobić... - skrzyżowała ręce
- Ale... - spojrzałam na probówki
- Eh... Bo inaczej wstawię ci jedynkę sądząc, że nie potrafisz wykonać zadania
Co?! Znowu?! Dlaczego tylko ja słyszę na każdej lekcji takie groźby?! - pomyślałam, a następnie ścisnęłam w dłoniach probówki. - Zrobię jak mówiła Yuka... Przeleję z byle, której może w sam raz się uda...
Kiwnęłam głową poważnie, zamknęłam oczy i nagle przelałam zawartość z drugiej próbówki do pierwszej. Probówka zaczęła robić się gorąca, wydobył się z niej dymek i BUM! Wysadziłam klasę...
Ja stałam przerażona z szeroko otwartymi oczyma lekko przybrudzona, a nauczycielka była cała czarna, widać było, że wewnątrz się gotowała.
- SEKAI MIYU! ZNOWU WYSADZIŁAŚ KLASĘ!! - wrzasnęła.
- Przepraszam... Mówiłam, że nie chcę tego robić - opuściłam głowę zasmucona. Kocham ten dzień... - pomyślałam poirytowana.
* * * * * *
Po lekcjach.
Wracałam z Yuką w kierunku naszych domu. Po głowie chodziły mi wciąż wydarzenia z dnia spędzonego w szkole, przez to byłam dosyć przygnębiona.
- Czemu ja mam takiego pecha? Wszystkie nauczycielki są na mnie wściekłe... Na dodatek pani z chemii była tak wkurzona, że kazała mi się nie pokazywać dopóki nie odnowią sali... To nie sprawiedliwe! - żaliłam się przyjaciółce płacząc.
- Nie płacz... Za dzień, dwa zapomną o tym.. - pocieszała mnie Yuka, a raczej próbowała bo nic mi nie pomogło...
- Serio? A nie pamiętasz jak tydzień temu na lekcji matematyki niechcący zapałką podpaliłam włosy nauczycielce? Wczoraj uciekała przede mną aż się za nią kurzyło...  - odparłam przypominając sobie tamto zdarzenie.
- Skąd w ogóle ją wytrzasnęłaś? - Yuka spojrzała na mnie z poirytowaniem
W odpowiedzi podrapałam się po głowie. Czego ja nie znajdę w mojej torbie? - pomyślałam
- Nieważne... - uśmiechnęła się - Zabawnie to wyglądało gdy ona skakała z tymi palącymi się włosami a ty przyniosłaś gaśnicę i.... - nie dokończyła bo zaczęła się śmiać, ale skończyła gdy przeszyłam ją mroźnym spojrzeniem - Przerażasz mnie... - wykrztusiła
Odwróciłam od niej wzrok i westchnęłam
- Tyle bym dała by nie być taką niezdarą...
- E tam nie jesteś taka zła.. Gorzej by było gdyby za twoją niewinną twarzyczką krył się jakiś wampir lub inny stwór..
- Niewinną? - pomrugałam oczami i wskazałam na siebie - Na pewno mówisz o mnie?
- Oczywiście... Jesteś wcieleniem czystości i dobra! - zawołała z wesołym uśmiechem - Niewinny to byłby ten wampir gdyby na nią trafił - wyszeptała
- Ej! Słyszałam to! - zawołała
Zaśmiała się nerwowo robiąc kilka kroków
- M-Muszę już iść... Miałam pomóc mamie w dostawie tak więc....  Pa!- pobiegła nawet się za sobą nie oglądając
- Pa.. - powiedziałam cicho patrząc tylko jak odbiega z prędkością światła. Prawdą było to, że tylko z Yuką się przyjaźniłam... Po lekcjach najczęściej pozostawałam sama sobie...
Ruszyłam powoli gdy nagle stanęłam przed drzewem wiśni, tym samym co samego rana.
- Piękne... - uśmiechnęłam się i dotknęłam go delikatnie, podniosłam wzrok w kierunku gałęzi - Nie mogę się doczekać...
Nagle usłyszałam za sobą trzask łamiącego się patyka, ktoś stał tuż za mną. Obróciłam się powoli w tamtym kierunku, ujrzałam chłopaka z włosami i oczami koloru błękitu. Na sobie miał mundurek z liceum, które było połączone z moim gimnazjum. Wtedy byłam pewna, że wcześniej się nie spotkaliśmy więc nie rozumiałam czemu wpatrywał się na mnie choćby znał mnie od dawna. Zaczęłam się lekko denerwować gdy minęło więcej niż 5 minut, a on wciąż na mnie patrzył więc w pewnej chwili nie wytrzymałam i po prostu spytałam:
- Czemu się tak na mnie patrzysz?
Wtedy od razu odwrócił ode mnie wzrok
- Zamyśliłem się, przepraszam... - odpowiedział z zawstydzeniem
- R-rozumiem - odparłam niepewnie i obróciłam się na pięcie w przeciwnym kierunku, a gdy miałam już odejść on zadał dość nietypowe pytanie
- Więc to ty wysadziłaś klasę?
Pomrugałam zaskoczona oczami, a gdy przypomniałam sobie zdarzenie westchnęłam smutno
- Niestety tak... - przytaknęłam po chwili zorientowałam się - A-aa.. Co cię to obchodzi?! I-I skąd to wiesz?! - wrzasnęłam
- Ee wiesz.... Wydaje mi się, że cała szkoła już to wie - odparł drapiąc się po głowie.
- Co?! Cała szkoła?! - przerażona czułam choćbym wpadała w jakąś czarną otchłań
Zaśmiał się nagle
- Podziwiają cię, wiesz?
Wyprostowałam się zdziwiona
- Co?
- Wszystkie twoje dotychczasowe wybryki choćby to z tamtego tygodnia z tymi włosami.... - znów się zaśmiał
Złapałam się załamana za głowę
- O nie!! To nie było specjalnie! - zawołałam
Jednak chłopak zignorował moją wypowiedź i wciąż się śmiał, spojrzałam na niego z grymasem.
- Tak w ogóle znamy się, że od tak mnie wyśmiewasz?
Spojrzał na mnie
- Tak znamy się i to od dawna - odpowiedział.
- A ja ciebie nie, a skoro moja mama nie każe mi rozmawiać z nieznajomymi to żegnam - wytknęłam do niego język i ruszyłam mamrocząc różne zaklęcia pod nosem.
- Nazywam się Koito! - krzyknął za mną z poirytowaniem po chwili westchnął - Więc na prawdę mnie nie pamiętasz - uśmiechnął się sam do siebie - Cóż będę musiał ci trochę w tym pomóc, Miyu...
W tym czasie ja szłam wciąż przed siebie z miną mówiącą do otaczającego mnie świata " Lepiej się do mnie nie zbliżaj". Byłam w parku, skrócie którym czasem wędrowałam do domu. Ustałam na chwile i spojrzałam w niebo
- Co za dziwny dzień... A może to wszystko to tylko zwykły sen - zastanowiłam się i po chwili uszczypnęłam, jednak nie zadziałało. - Nie... To wszystko prawda - ból na dłoni zmył moją wszelką nadzieję. Nagle na niebie coś zaświeciło choćby gwiazda, to było zaskakujące bo było jasno, ale przecząc wszystkim normom złożyłam dłonie na znak modlitwy - Pierwsza gwiazdko spraw by to był sen!
Po chwili zdałam sobie sprawę, że "gwiazdka" zaczęła się ruszać, aż za bardzo....
- Ona leci prosto na mnie! - zaczęłam panikować machając desperacko rękoma. Gdy miałam już uciec dostałam nią prosto w twarz, przez co upadłam na ziemię. Byłam pewna, że już po mnie jednak zorientowałam się iż "gwiazda" jest dosyć miękka...
Złapałam tego czegoś co miałam na twarzy i próbowałam się pozbyć. Jakie wielkie było moje zdziwienie gdy okazało się, że to kot. Chociaż miałam ku temu małe wątpliwości.
Kot ten miał fioletową sierść i różowe ślepia. Na szyi posiadał złotą obrożę z sercem, a w jednym miejscu na ciele małe znamię w kształcie różowego serca.
- Kot? - wylałam swe powątpiewające myśli na wierzch, jednak zniknęły w chwili gdy kot jakby odpowiedział miaucząc.
- Więc to kot... - szepnęłam wpatrując się w niego - U kogoś musiałeś przeskrobać mały skoro ci sierść pofarbowali - zaśmiałam się zakłopotana
On za to przechylił łepek w bok, a ja spoglądałam na to zauroczona
- S-słodki... - wykrztusiłam i spojrzałam na niebo - Dziwne przyleciał z nieba choćby anioł - postawiłam go na ziemi i pogłaskałam - Do następnego razu, aniołku~! - pomachałam i pobiegłam.
Niech ten dzień dobiegnie końca - pomyślałam - Jest coraz bardziej dziwny...
Biegnąc parkiem usłyszałam dosyć niepokojące jak dla mnie odgłosy, mimo że nie należały do przyjemnych ja głupia poszłam w ich kierunku. Wskoczyłam do krzaków niedaleko miejsca skąd dochodziły owe dźwięki i wystawiłam tylko głowę.
To co ujrzałam było jeszcze bardziej niepokojące.. Otóż stało tam kilka osób w różnym wieku, wszystkie wpatrywały się w dal a nad nimi unosiło się coś czarnego przypominające kształtem płatki kwiatów wiśni. Pozostali ludzie byli nieprzytomni.
- Bezcelowe... - wydobyły się głosy z latających przedmiotów
- He? - wychyliłam się jeszcze bardziej - C-co tu się dzieje? Kręcą tu jakiś film czy co..? - przestraszona zaczęłam się wycofywać. W tym momencie ujrzałam tego kota co spotkałam chwilę wcześniej - Ten kot.. On przyszedł za mną?
- Trzeba działać... - nagle usłyszałam od kota, a raczej kotki.
- K-kot gada - przerażona straciłam równowagę i upadłam na pupę po czym pisnęłam na cały regulator.
W tej samej chwili kociak zasłonił mi buzię łapą
- Cicho... Bo nas złapią...
Stanęły mi w oczach łzy, widziałam najgorsze scenariusze z kotem w roli głównej. Wzięłam głębokie wdechy by się uspokoić i wrzasnęłam:
- Jak mam być cicho?! Jesteś kotem i mówisz jak człowiek!! To nie jest normalne!!
- Cii... Wiem, że to dla ziemianina nie jest normalne...
- Więc mam do czynienia z kosmitą? - złapałam się za głowę i potrząsałam nią szybko - Lepiej od razu mnie zagrzeb
- Nie jestem kosmitą! - zawołała poważnie - Jestem z innego wymiaru
- Innego wymiaru?
Przytaknęła
- Czuję się jak w jakimś Anime - mruknęłam
- Anime? - zdziwiła się i westchnęła - Nie wiem co to, ale jednak wszystko co teraz się dzieje to rzeczywistość, Miyu...
- S-skąd wiesz jak mam na imię? - cofnęłam się
- Na twojej torbie jest znaczek z imieniem - wskazała łapą w tamtym kierunku, a ja odruchowo spojrzałam tam. Nie myliła się..
- Bystry kot... - zdołałam tylko wykrztusić
- Jak zauważyłaś nie jestem zwyczajna - uśmiechnęła się dumnie - Nazywam się Kokoro...
- Kokoro? - pomrugałam oczami.
- Nie czas na pogaduchy - powiedziała
- Tak... - zaśmiałam się - M-mnie tu nic nie dotyczy - zaczęłam się wyczołgiwać z krzaków
- Nie ty zostajesz!
- He? - spojrzałam na nią zirytowana - Nie już mnie nie ma - mruknęłam z grymasem
- Musisz się zmienić!
- Zmienić? O czym ty mówisz?
- Trzeba uratować tych ludzi są niebezpieczeństwie... I ty musisz ich uratować
Wskazałam palcem na siebie
-  Na pewno mówisz o mnie?
Skinęła łepkiem a ja podrapałam się po głowie.
- Musiałaś mnie pomylić z kimś ja nic nie potrafię, a tym bardziej walczyć...
- Dlatego musisz się zmienić!
Pokręciłam głową
- Proszę Miyu! Czuję od ciebie ogromną moc!
- Głupoty...
- Miyu... Jak ty ich nie uratujesz to.. to nikt- stanęły jej we oczach łzy
- Co? Ale...
- Inaczej... Inaczej ich marzenia zginą...
Przeraziłam się i spojrzałam na ludzi.
- Marzenia?
- Te czarne nad nimi to Ziarna Marzeń, skoro nie są w ich sercach tylko na zewnątrz i w dodatku czarne to oznacza, że gdzieś w pobliżu jest wróg, który chce je odebrać... Na zawsze...
Czułam jak moje serce zaczyna szybko bić z przerażenia.
- Stracić marzenia... To okropne...
- To ich czeka jak dalej będziemy tak siedzieć...
Wciąż spoglądałam jak wryta na ludzi, czułam jak napływają mi do oczu łzy jednak po chwili ścisnęłam dłoń w pięść i zerknęłam na nią poważnie.
- D-dobrze zrobię co mogę... Tylko w ogóle nie wiem co..
- Pomogę ci! - powiedziała - Najpierw musisz się zmienić...
Nagle serce na jej obroży zaświeciło, z niego wydobył się złoty promień, który stworzył przedmiot przypominający naszyjnik obrożę. Był w koloru niebieskiego, na środku znajdował się złoty kamień w kształcie koła a na jego środku różowe serce. Pomrugałam oczami
- To jest...
- Naszyjnik - promień zgasł, a biżuteria bezwładnie spadła prosto na moje ręce - Dzięki niemu zmienisz się...
- W-więc... - założyłam go na szyi - Nawet ładny...
Z jakiegoś powodu czuję się jak pies... -  pomyślałam - Co teraz mam zrobić? - zapytałam.
- Wypowiedz słowa : Mocy Marzeń, wspomóż mnie!
Niepewnie przytaknęłam
- M-Mocy Marzeń, wspomóż mnie! - wykrzyknęłam słowa.
W momencie gdy wypowiedziałam owe zaklęcie, z kamienia na naszyjniku wyłoniło się światło. Nie powiem, że nie ale byłam tym zaskoczona. Zamknęłam oczy z obawą czego mogę się spodziewać. Ku mojemu zdziwieniu poczułam jak owija całe moje ciało ciepłe światło. Nie wiedziałam co dzieje na zewnątrz jednak uczucie było tak przyjemne, że nie chciałam otwierać oczu. Ba! Pierwszy raz coś takiego poczułam. Jednak te chwile nie trwały długo, stopniowo to ciepło opuszczało mnie, a gdy zniknęło całkowicie postanowiłam otworzyć oczy by sprawdzić co się działo. To co ujrzałam było dla mnie jeszcze większym zaskoczeniem.
Otóż na sobie nie miałam już mundurka szkolnego, a jakiś zupełnie inny strój. Góra była w kolorze jasno różowym z trochę ciemniejszym odcieniem różu rękawami. Na klatce piersiowej miałam niebieską kokardę z kamykiem takim samym jak na naszyjniku, zupełnie tak samo wyglądały teraz moje gumki do włosów, które zastąpiły właśnie owe kokardy, tylko w mniejszym formacie. Na rękach miałam długie rękawice sięgające do łokci, a z tyłu miałam długą niebieską kokardę. Obszycia stroju były w kolorze granatowym. Dół stroju to głównie różowa dosyć krótka spódniczka, no i na samym dole miałam długie niebieskie buty, przypominające trochę kozaki. Sięgały one do kolan.
- C-Co to jest? - wykrztusiłam tylko tyle oglądając się przerażona
- Od teraz jesteś wojowniczką chroniącą ziemi, Warrior of Dream -Wojowniczką Marzeń - powiedziała poważnie Kokoro
- W-Wojowniczką Marzeń? - wymamrotałam wciąż się oglądając, po chwili jednak spoważniałam - Rozumiem...
W tym czasie przy ziarnach marzeń stanął pewien mężczyzna. Jego oczy i włosy były w kolorze ciemnej pomarańczy, włosy miał ułożone w irokez . Odziany był w czerwoną zbroję połączoną z pomarańczową peleryną.
- Niestety nie jest to zbyt silne ziarno... - powiedział sam do siebie oglądając jedno ze ziaren - Jednak i ono się przyda - uśmiechnął się
- Ani kroku dalej! - zawołałam poważnie
- Kto to? - rozglądał się zdezorientowany
Wyskoczyłam z krzaków i spojrzałam na niego chłodno
- Nie pozwolę odebrać ci marzeń tym ludziom!
- Kim jesteś! - wrzasnął i nagle przycisnął mnie za pomocą mocy do jednego z drzew.
Krzyknęłam z bólu, jednak próbowałam się szamotać
- Dream! - zawołała zmartwiona Kokoro
- Nie odbieraj im marzeń! Bez nich ich życie będzie puste... - wykrztusiłam ze łzami w oczach.
Bardzo bałam się jego kolejnego ruchu, jednak chciałam pokazać, że nie jestem beksą i jestem silna.
Na szczęście odwrócił się w przeciwnym kierunku
- Nie obchodzą mnie ich marne życia - odpowiedział bez emocji.
Wstałam z ziemi.
- Jestem Warrior of Dream i... i będę ich chronić!
- Warrior of Dream, co? Chronić - roześmiał się nagle i spojrzał na mnie złośliwie - Nie umiesz nawet siebie bronić. - niespodziewanie jego dłoń zaświeciła, przed nim pojawił się stwór z rogami i dużymi czerwonymi ślepiami. - Zajmij się nią - powiedział do potwora - Mam lepsze rzeczy do roboty - po tych słowach odszedł w kierunku pozostałych ziaren marzeń.
Potwór warknął i ruszył w moim kierunku, przeraziłam się na to. Zrobiłam kilka kroków do tyłu i zaczęłam uciekać przed nim.
- P-Potwór... Prawdziwy potwór... Zupełnie jak w filmach - mówiłam do siebie ze łzami w oczach  uciekając.
- Dream! Nie uciekaj! - zawołała Kokoro biegnąc za mną - Musisz stawić mu czoła i go pokonać
- Pokonać?! - pisnęłam - Czy ty go widzisz... Nawet nie wiem jak - spłynęły mi łzy, w pewnej chwili potwór zniknął zaskoczona tym ustałam jednak pojawił się przede mną i przywalił mi. Krzyknęłam z bólu i upadłam na ziemię.
- Dream!
- Niech ktoś go zabierze... - zasłoniłam oczy dłońmi widząc jak się oblizuje.
- Dream!
- Kokoro.. Mówiłaś, że mi pomożesz jeśli się zmienię... A... a nie robisz nic! - rozpłakałam się
- Musisz w siebie uwierzyć!
- Uwierzyć?
Kiwnęła poważnie łepkiem
- W siebie i twoją moc...
- Ale jak mam go pokonać? Wiara tu nie wystarczy... - wstałam z ziemi i podbiegłam do jakiegoś drzewa, spoglądając ze strachem na potwora, który ruszył w moim kierunku - Nie wiem co mam robić...  Było wybrać kogoś lepszego...
- Masz moce wojowniczki ale nie wierzysz!
Zerknęłam na nią ze łzami.
- Mogę tylko trochę pomóc twej mocy się ukazać, ale ty musisz uwierzyć by tak się stało - tak jak poprzednio jej serce na naszyjniku zaświeciło, wybił się z niego promień tworzący jakiś przedmiot.
Gdy światło zniknęło okazało się, że to niebieska pałeczka z dużym kamieniem w kształcie serca. Wpadła bezwładnie w moje dłonie
- Co to?
- Magiczna pałeczka, dzięki niej możesz użyć swej mocy!
- Moja moc? A-Ale jak?
- Musisz się skupić! Skup się i wypowiedz odpowiednie zaklęcie by ukazała..
- Zaklęcie?
Potwór znów mnie zaatakował, więc zrobiłam szybki unik i znów zaczęłam uciekać
- Nie wiem jakie to zaklęcie...
- Dasz radę! Ja w ciebie wierzę!
Potknęłam się o korzeń i wywróciłam. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam zamyślona na pałeczkę.
- Zaklęcie?
- Dream! Szybko! Musisz uratować jeszcze tamte ziarna! - zawołała Kokoro
Potwór w tym czasie skoczył wysoko w górę i zaczął spadać lecąc prosto na mnie.
Chwila... Moja moc to marzenia, tak? Skoro jestem Wojowniczką Marzeń..  Więc muszę szukać czegoś związanego z marzeniami - myślałam zdenerwowana przyglądając się uważnie pałeczce - Serce? - przypomniały mi się słowa Kokoro - "  Skup się i wypowiedz odpowiednie zaklęcie... " Odpowiednie zaklęcie? Więc może być jakiekolwiek sobie wyobrażę związane z marzeniami i sercem... - uśmiechnęłam się lekko
- Już wiem - powiedziałam cicho i ścisnęłam pałeczkę. Skoro moją mocą są marzenia  to to będzie - zastanowiłam się i wykrzyknęłam nagle - Ś-Światło Marzeń!
Serce na pałeczce zaświeciło, wyszedł z niej blask przypominający kształtem serca. Owy atak uderzył w potwora, który już prawie że wylądował. Potwór wrzasnął z bólu
- Co to? - spojrzał na to rudowłosy
- Światło Marzeń? - zdziwiła się Kokoro - Dlaczego właśnie tak?
- Pomyślałam o tym, że najczęściej zło reprezentuje ciemność... A ciemność może  jedynie rozproszyć światło, a skoro moją mocą są marzenia to... Światło Marzeń - odpowiedziałam wesoło
- Wiedziałam, że dasz radę!
Potwór zaczął się palić, po niedługiej chwili nic po nim już nie zostało.
- Cholera... Nie wiedziałem, że jest taka silna - warknął pod nosem mężczyzna
- Dream! Ziarna! - przypomniała mi kotka
Przytaknęłam i podbiegłam w kierunku mężczyzny i ziaren.
- Zostaw je!
Przeszył mnie chłodnym spojrzeniem, aż poczułam dreszcz.
- Gówniara... Jak śmiesz przede mną stawać
Spoglądałam na niego poważnie, trzymając mocno w dłoniach pałeczkę sądząc, że może mnie zaatakować.
- Aki... Wracaj - usłyszał w głowie kobiecy głos
- Wracać? Ale co z ziarnami?! - zdziwił się
- Wracaj!
- T-tak - wyszeptał i odwrócił wzrok w moim kierunku - I tak są to słabe ziarna, ale uważaj następnym razem jak będziesz mi się plątać pod nogami to odbiorę je tobie! - zagroził po czym zniknął.
- Uciekł.. - wymamrotałam i odetchnęłam z ulgą bo już na prawdę myślałam, że to mój koniec.
- Miyu! Patrz! Ziarna Marzeń! - zawołała nagle wesoła Kokoro wskazując w pewnym kierunku
Spojrzałam, w tamtą stronę to co ujrzałam oczarowało mnie. Ziarna Marzeń, które jeszcze chwilę wcześniej były czarne jak węgiel teraz były złote, a biło od nich tak piękne i zarazem ciepłe światło, że było to cudowne.
- Piękne... - wyszeptałam.
Ziarna Marzeń zaczęły znikać w ciałach swych właścicieli.
- To.. Udało się? - zerknęłam niepewnie na kotkę
Uśmiechnęła się i przytaknęła
- Tak.. Wszystko już w porządku.. - podniosła na mnie wzrok - Uratowałaś ich, Miyu...
Stanęły mi w oczach łzy szczęścia słysząc to co powiedziała, po chwili wytarłam je
- Cieszę się... Bardzo się bałam...
Ludzie zaczęli się wybudzać.
- Musimy iść!
Kiwnęłam głową i zaczęłam odbiegać, jednak ludzie zauważyli mnie.
- Kim jesteś? - spytali
Obróciłam lekko głowę w ich kierunku, postanowiłam jednak nie odpowiedzieć na ich pytanie a powiedzieć co innego.
- Nigdy nie wątpcie w swe Marzenia, proszę! - zawołałam  po chwili byłam już daleko więc nie słyszałam nawet tego co na to odpowiedzieli.
Tak bardzo się śpieszyłam, że nawet nie zorientowałam się iż jestem od dłuższego czasu obserwowana przez tajemniczego mężczyznę. Stał on na dachu jednego z budynku, miał on niebieskie oczy oraz włosy, a na sobie założoną granatową zbroję.
- Jesteś cała, Miyu - powiedział do siebie z ulgą w głosie i uśmiechnął się a następnie zniknął.
* * * * * *
W tym czasie, w innym świecie.
W pewnym zamczysku, w którym otoczenie było wypełnione kolorami krwawym i czarnym był mężczyzna, którego widziałam w parku. Klęczał on na posadzce w kierunku tronu, przy którym stała odwrócona do niego plecami młoda kobieta. Miała długie piękne brąz włosy i czerwoną suknię.
- Pani, dlaczego kazałaś mi wrócić? Już prawie miałem tamte ziarna.. - odezwał się
- Martwiłam się, długo nie wracałeś - odpowiedziała nawet nie odwracając się w jego stronę - Coś cie zatrzymywało?
- Miałem jedną małą kłodę pod nogami, ale była zupełnie nie groźna - wyszeptał i podniósł głowę
- Kłodę?
- Tak, ale nie masz czym się niepokoić... Już więcej nam nie przeszkodzi...
- Jednak cię zatrzymała.... Czym była ta kłoda? - spojrzała nagle w jego stronę, jej szare oczy nagle zaświeciły krwawym blaskiem.
- Wojowniczką...
* * * * * *
Następnego dnia, u mnie.
Zaczęłam się budzić powoli, byłam w przecudownym nastroju. Przetarłam oczy delikatnie ziewając i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Miałam dziwny sen... Śniło mi się, że miałam ogromnego pecha w szkole, dostałam na każdej lekcji wykrzyczenie i byłam już zupełnie pozbawiona humoru! Po lekcjach gdy rozstałam się z Yuką spotkałam wrednego gamonia, który się ze mnie nabijał, a potem  w parku spadł na mnie dziwny fioletowy kot, który jak się okazało potem umie mówić! Ujrzałam kolesia, który łapał jakieś czarne coś co nazywało się ziarnami! Kocur dał mi obrożę do przemiany i stałam się wojowniczką! Walczyłam z tym facetem i pokonałam jakimś patykiem jego potwora, który spalił. Rudowłosy uciekł a ja wróciłam z kotem do domu! Co za dziwaczny sen - mówiłam ciągle do siebie szybko śmiejąc się miejscami zakłopotana - Co za nonsens!
Zupełnie nagle na moich nogach poczułam coś ciepłego spojrzałam w tamtym kierunku i zauważyłam tam Kokoro. Przerażona jęknęłam
- Nie! To nie był sen!
Kokoro zaczęła mrużyć oczy i zerknęła nagle na mnie
- Spóźnisz się... - wyszeptała zaspanym głosem.
- Co? - odwróciłam wzrok na zegar, który wskazywał już dość późną porę - O nie, znowu zaspałam!!! - wrzasnęłam.