środa, 19 października 2016

Rozdział 2: "Murai i pierwsza miłość?!"

Od dziwacznych zdarzeń minęły dwa dni, mimo że Kokoro mój wolny czas spędza ze mną to ja nie mogę przywyknąć do tego stanu rzeczy i wciąż myślę, że to sen... Bo takie rzeczy nie dzieją się na co dzień, prawda? Gadających kotów ani innych tego typu rzeczy nie ma!! Magia nie istnieje! AAaa~! Czuję, że zaczynam wariować i tracić zmysły!
- Magia nie istnieje - wymamrotałam przez sen. Tak dla przypomnienia... Ta dziewczyna z różowymi włosami to ja, Miyu Sekai. Mam 14 lat i z normalnego życia dostałam życie super bohatera o jakim można słyszeć jedynie w komiksach bądź w Anime! Mimo wszystko nie jest to takie ekscytujące i chcę zyskać z powrotem me NORMALNE życie! He! Dlaczego podkreślam tak to słowo? Aha... Dobra, haha... Nie będę was bardziej ciekawić moim interesującym byłym życiem więc wrócę do opowiadania, dobrze?
Śniło mi się, że jestem w jakiejś czarnej przestrzeni.
- Wystarczy, że się rozejrzysz a ujrzysz magię - usłyszałam kobiecy głos
- He? - pomrugałam oczami
- Magia żyje wokół nas...
Nagle pojawiła się kwiecista łąka a na niej para.
- Kto to? - zdziwiłam się
- Kocham Cię - usłyszałam męski głos
Zaskoczona zarumieniłam się lekko
- Czemu ja tu stoję? To wstydliwe... Jakbym ich podglądała..
- Kocham Cię - odpowiedziała kobieta.
Machałam rękoma czerwona jednak po chwili wyprostowałam się i spojrzałam na nich uważnie. Nie widziałam ich twarzy. Mężczyzna miał brąz włosy i strój jak dla księcia z bajek dla dzieci, a kobieta długie różowe włosy oraz liliową suknię.
Klasnęłam wesoło w dłonie po kilku minutach namysłu.
- Aha! Jestem w jakiejś baśni!
- Magia jest wokół ciebie... - znów usłyszałam głos.
W pewnej chwili w śnie usłyszałam dzwonienie budzika, tak że od razu się ocknęłam.
- Wreszcie się obudziłaś - odezwała się Kokoro, która siedziała na parapecie.
Spojrzałam na nią po chwili przestraszona wturlałam się z łóżka aż spadłam
- Więc to nie był sen...
- Ty znowu o tym? - wymamrotała i opuściła łepek - To nie jest sen!
- Miyu! Już późno! - zawołała z dołu mama
Zerknęłam na budzik wskazywał 7:46, przerażona zerwałam się z podłogi
- Serio tak późno!! AAaaaa~! - biegałam po pokoju panikując i jednocześnie ubierając się.
Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Stanął w nich mój młodszy brat Murai, miał on blond włosy i niebieskie oczy a na sobie swój granatowoczarny mundurek szkoły, do której wówczas chodził.
- Mówiłam byś nie wchodził bez pukania! - krzyknęłam na powitanie zasłaniając się
Podrapał się po głowie spoglądając na mnie z poirytowaniem
- I tak nie ma nic ciekawego... - mruknął
- Czego chcesz? - spytałam gdy byłam już gotowa
- Słyszałem jak z kimś rozmawiałeś - rozejrzał się po pokoju - zaczynasz mnie przerażać, króliku.
- Nie jestem królikiem! - zaczęłam go wypychać z pokoju - Nie moja wina, że masz problemy ze słuchem!
- Może ze słuchem mam... Ale nie ze wzrokiem... Ciekawy jestem co powie mama na to... - wskazał na Kokoro
- T-to...
- Biedny kotek... Nie to, że tu siedzi to jeszcze pofarbowałaś mu sierść! Jesteś strasznym królikiem, siostro!
- Nic jej nie zrobiłam!
- Co to za krzyki od samego rana? - przyszła mama.
Miała ona długie lekko lokowane brąz włosy i niebieskie oczy, na sobie miała jasnozieloną suknię i żółty kuchenny fartuszek.
- M-mama - wykrztusiłam.
- Więc? - zajrzała do pokoju, wtedy i ona ujrzała Kokoro - Kot?
Mimo, że nie za bardzo chciałam mieć Kokoro u siebie, bo to wiązało się z moim nowym zadaniem, to musiałam wymyślić wymówkę czemu akurat w moim pokoju jest bo takie przypadki, że kot wchodzi nocą przez okno a nad ranem ucieka się raczej nie zdarzają.
- No bo... - bawiłam się zakłopotana rękoma - No bo... Znalazłam ją na ulicy całą brudną w dodatku głodną... Zrobiło mi się jej szkoda i... postanowiłam jej pomóc.. - opowiedziałam powoli historyjkę.
- Było mi powiedzieć od razu - westchnęła mama
- Przepraszam... Nie chciałam cię nie potrzebnie martwić...
Mama zastanowiła się
- Jednak musimy znaleźć jego właściciela..
Spojrzałam w bok
- Przeszłam najbliższą okolicę, w której ją znalazłam i nikt nie wiedział nic o tym kocie - wyszeptałam - więc pomyślałam, że ją zatrzymam...
- Miyu... Nic nie uzgodniłaś zanim to zrobiłaś..
- Przepraszam chciałam tylko się nią zająć
Uśmiechnęła się lekko i poklepała mnie po głowie
- Nie rób tak więcej
- Królikowi zawsze się udaje - mruknął Murai
Pokazałam mu język
- Kupić ci królika żebyś się nie nudził...
- Ty jesteś królikiem...
- A może potrzeba ci w końcu dziewczyny - zaśmiałam się wrednie
- Bzdury! Nie będę tego słuchać! - wybiegł z mojego pokoju z prędkością światła
- Powiedziałam coś nie tak? Ciągle żartowałam... - zastanowiłam się
- Pamiętaj Miyu, jak mówisz chłopakom o dziewczynach i sprawach miłości to najczęściej ich zawstydzasz, czym nic nie wniesiesz - powiedziała surowym głosem mama
- Serio? - pomrugałam oczami i uśmiechnęłam się sama do siebie - Więc braciszek się zawstydził...
Mama widząc moje podekscytowanie znów westchnęła i wyszła
- Spóźnisz się...
Ocknęłam się i spojrzałam na zegar
- O nie!!! - wróciłam do dalszego szykowania się
- Miyu... - odezwała się Kokoro i podbiegła do mnie z TĄ obrożą - Nie zapomnij o tym..
- Ale ja nie zamierzam tego brać - zaśmiałam się wesoło - Nie pasuje w ogóle do mojego ubioru
- Miyu - ton jej głosu był poważniejszy - To nie żarty... Wróg może w każdej chwili zaatakować
Machnęłam ręką
- To nie moja sprawa - poklepałam się po policzkach i spojrzałam na moje odbicie w lustrze - Jestem normalna... - po tych słowach ruszyłam - Tylko nie bałagań..
- Miyu! - zawołała za mną - Co za uparta dziewczyna... - westchnęła z plamką.
Biegłam w kierunku szkoły
- Niech znajdzie kogoś kto się do tego lepiej nadaje... - wyszeptałam przypominając sobie ostatnią walkę - To nie dla mnie praca, wybacz Kokoro...
Nagle od przytomniałam, na mej drodze pojawiła się otwarta dziura kanalizacyjna zrobiłam upartą minę
- Ominę cię! Ostatnio jakoś robiłam uniki ! - zawołałam bojowo i skoczyłam.
Jednak ku mojemu szczęściu okazało się, że nie przeskoczyłam a zamiast tego znalazłam się tak, że prosto wpadałam w dziurę.
- To nie..!
Nagle ktoś złapał mnie za rękę, w sumie w ostatniej chwili bo jedynie moja ręka wystawała na powierzchni.
- Ktoś mnie złapał? - zdziwiłam się i podniosłam wzrok. Od dołu nie za bardzo widziałam ową osobę jednak mocno trzymała mnie za rękę po chwili pociągnęła w górę i BAM! Byłam na powierzchni. Wylądowałam na czymś miękkim , szczęśliwa z łezkami przytuliłam się do tego.
- Żyję... Ja żyję! - zawołałam
- Ekhm... - usłyszałam krząknięcie.
Zdziwiłam się i odsunęłam delikatnie, okazało się, że leżę na chłopaku z błękitnymi włosami, którego spotkałam ostatnim razem w parku. Gdy się zorientowałam w jakiej pozycji jestem od razu odskoczyłam jak poparzona
- Przepraszam!
Wstał powoli i otrzepał się z ziemi, a ja spoglądałam na niego zawstydzona przez to co się zdarzyło.
 - Eh... Ciężko mi było... - wyszeptał
Słysząc to zdenerwowałam się i zacisnęłam rękę w pięść
- Że co?!
Uśmiechnął się i podszedł do mnie, odruchowo cofnęłam się
- Cz-Czego?
Podniósł rękę i skierował swą twarz w moją stronę a ja wciąż lekko się cofając myślałam tylko: C-Co on próbuje zrobić?. Nagle poklepał mnie po włosach, a swą twarz zatrzymał przy moim policzku, prawie że czułam jego oddech. Po mojej głowie chodziły już różne myśli, wiedziałam że jak zrobi jeszcze trochę więcej to albo oberwie lub ucieknę.
- Uważaj na siebie... - powiedział mi do ucha, odsunął się i ruszył.
Spoglądałam na to zamurowana, me serce waliło jak młotem.  Zrobił to wszystko by tylko to mi powiedzieć?! Jak nic przesadził! - zawołałam w myślach. Położyłam dłoń na piersi.
- Mimo wszystko... Uratował mnie... - wykrztusiłam i spojrzałam na dziurę kanalizacyjną po chwili w kierunek,  którym podszedł. Myślałam o tym jeszcze chwilę aż w końcu wybudziły mnie z zamyśleń dzwony z wieży zegarowej. - Już tak późno!! - zawołałam i pobiegłam szybko - Tak czy siak to zbok...
Mężczyzna stał za jednym z drzew i spoglądał w moim kierunku.
- Tak jak kiedyś, co? - wyszeptał i spojrzał  w niebo.
Gdy dotarłam do szkoły spóźniłam się ledwo z 5 minut, ale i tak nie odbyło się bez ochrzanu, jednak dalsza część lekcji przeszła spokojnie i nawet nie byłam pytana! Po skończonej lekcji, leżałam z twarzą w ławce.
- Znowu się spóźniłaś - podeszła do mojej ławki Yuka
Podniosłam na nią wzrok i wzdychnęłam
- Dopiero początek dnia a jestem już wykończona...
- Musisz szybciej się wybierać - mruknęła
- Wiem wiem... Byłabym na czas gdyby nie ten  wypadek.... - powiedziałam
- Wypadek? Coś ci się stało? - zmartwiła się
Pomachałam szybko rękoma i zaśmiałam się zakłopotana.
- Nie nie! Tyle, że prawie wpadłam do dziury kanalizacyjnej i..
- Prawie?
Przytaknęłam
- Uratował mnie taki chłopak...
- Chłopak! - podskoczyła na dźwięk tych słów i złapała mnie za ramiona spoglądając na mnie uważnie.
- Jaki był...
- Okropny.. - odwróciłam wzrok w bok - Zanadto się zbliżył...
- Zbliżył? Co zrobił? Co zrobił? - potrząsała mną lekko
- Pogłaskał po głowie... - odpowiedziałam bez wahania
- Jaki był? Jak wyglądał?
- Więc on... - spojrzałam w kierunku okna. A właśnie.. Zapomniałam mu podziękować - pomyślałam, i w tym momencie ujrzałam go na dziedzińcu. Od razu poderwałam się z ławki
- Miyu? - zdziwiła się Yuka
- Zaraz wracam... - powiedziałam tylko i wybiegłam
- Ale za chwilę zaczyna się kolejna lekcja! - zawołała za mną
Jednak nie odpowiedziałam już jej, biegłam szybko korytarzem w kierunku wyjścia
- Jednak mimo wszystko muszę mu podziękować...
Gdy byłam na miejscu już go nie było
- Poszedł sobie... - wymamrotałam oddychając szybko po biegu, gdy już zmęczenie zniknęło wróciłam do klasy.
* * * * * *
W tym czasie w pałacu królowej demonów. Brązowowłosa kobieta pojawiła się w sali tronowej
- Aki, pokaż się.. - rozkazała
Usiadła na tronie a przed nią pojawił się kieliszek z winem. Nagle przed nią zjawił się nie kto inny a Aki.
- Królowo Demi, wzywałaś mnie?
- Zgadza się.. Co planujesz teraz zrobić?
- Już zacząłem działać...
- Co to znaczy? - wzięła łyk wina
- Znalazłem miejsce z wieloma wspaniałymi Ziarnami Marzeń oraz już współpracuję z Cornelią
- Cornelia? Wiele Ziaren Marzeń?
- Zgadza się...
Uśmiechnęła się i przejechała jednym z paznokci po kieliszku
- Dobrze więc, tylko mnie nie zawiedź jak ostatnim razem z tą wojowniczką...
- To się nigdy nie powtórzy już, Pani... Jak spróbuje mi znów przeszkodzić, zapłaci..
- Działaj i jak trzeba zniszcz - jej oczy zaświeciły krwawym blaskiem, on ścisnęła kieliszek, który nagle roztrzaskał się w jej dłoni.
- Tak, królowo... - zniknął.
* * * * * *
Po skończonych zajęciach.
Wracałam wraz z Yuką w kierunku domu.
- Więc wiesz o tym chłopaku tylko tyle, że chodzi do naszej szkoły.
Pokiwałam głową.
- Jego mundurek mówi, że jest 2 lata starszy
- Licealista - uśmiechnęła się Yuka
Spoglądałam na nią mrugając oczami po chwili odwróciłam się od niej.
- Nie obchodzą mnie tacy strasznie niewychowani idioci - powiedziałam z grymasem.
- Marudzisz, skąd wiesz, że nie jest tym jedynym?
- Bo nie jest - odparłam - Nie zakochuję się jak ty w każdym napotkanym.
- Nic na to nie poradzę... Serce nie sługa
Patrzyłam na nią z poirytowaniem, nagle zostałam poklepana po głowie zdziwiona spojrzałam tam, był to ten niebiesko włosy chłopak.
- E... Więc... - mamrotałam.
- Znowu się spotykamy, kluseczko - szepnął mi do ucha.
- Aaaa~ - odskoczyłam szybko od niego gdy zorientowałam się, jak blisko mnie jest - K-Kluseczko? - wymamrotałam.
- Kluseczka - przytulił mnie.
- Nie jestem kluską~! - krzyknęłam z oburzeniem.
- Jak nie? - obejrzał mnie dokładnie - Nie za duża, twarda i nawet słodka...
Zaczęłam się już gotować i przygotowywać pięść do uderzenia, gdy on w ostatniej chwili zrobił szybki unik, złapał mnie
- Miałem nadzieję, że się jeszcze zobaczymy
Zrobiłam grymas
- Zbok!
Yuka spoglądała na nas z zdezorientowaniem
- M-Miyu...
- Yuka! Ratuj!
- Kto to? - spytała tylko - Czy to nie ten chłopak co ci pomógł rano?
- Rano był milszy...
- Ładny... - wyszeptała w jej oczach na raz pojawiły się serduszka.
- Znowu się zaczyna... - mruknęłam i wróciłam do wyrywania się. - P-Puść mnie zboku!
Odsunął się po chwili.
- Niemiła...
- Dziwisz się? Nie znam cię a mnie obściskujesz!
- Nie mów niektórych rzeczy za szybko - powiedział spokojniejszym tonem.
Wyprostowałam się i pomrugałam oczami zdziwiona.
- O co ci chodzi?
Poklepał mnie po włosach
- Nieważne, kluseczko - po tych słowach pobiegł
- Nie jestem kluską! - zawołałam za nim
- Uroczy... - mamrotała zachwycona Yuka
- Co w nim niby uroczego?! - spytałam wciąż podniesionym głosem z poirytowaniem.
- P-Przepraszam... - odezwał się ktoś.
Nie zorientowałam się, że to nie Yuka dlatego odruchowo nadal zdenerwowana zawołałam:
- CO?!
I wtedy usłyszałam pisk, dziewczęcy pisk, od razu spojrzałam w tamą stronę spokojnie,  była to około dziesięcioletnia dziewczynka z sięgającymi do szyi brąz włosami i zielonymi oczami, która spoglądała na mnie z przerażeniem. Najprawdopodobniej przestraszyłam ją tym krzyczeniem - pomyślałam i wzięłam głęboki wdech po czym się uśmiechnęłam łagodnie.
- Przepraszam, że cię wystraszyłam...
Ona w odpowiedzi pokręciła szybko głową pokazując tym, że nie ma mi tego za złe. Gdy to ujrzałam zaśmiałam się wesoło.
- Cieszę się...
- W-Więc...
- Tak? - zerknęłam na nią pytająco
- Więc.. Więc czy ty jesteś może starszą siostrą Muraiego?
Słysząc to spoważniałam i przytaknęłam.
- Zrobił ci coś złego? Ja już mu pokażę - zrobiłam groźną minę podciągając jednocześnie rękawy.
Zaczęła machać nerwowo rękoma
- Nie! Nie! Jest bardzo miły - zawstydziła się - Tylko, że...
Przechyliłam głowę w bok
- Wiesz... Nic z tego nie rozumiem..
Yuka spoglądała na dziewczynkę po chwili roześmiała się
- Z czego się śmiejesz? - spojrzałam na nią poirytowana
- Ona się zakochała chyba w twoim braciszku - powiedziała mi na uchu
- He?! Poważnie?! - zrobiłam wielkie oczy, na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
- No... Czerwieniła się mówiąc o nim - uśmiechnęła się - Może pomogę jej dotrzeć do jego serca...
- Przestań... - powiedziałam z westchnieniem - Poza tym nie znamy całej sprawy... - znów spojrzałam na dziewczynkę - Hm... Może najpierw przedstaw się - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- A! Przepraszam - pochyliła się lekko po czym wyprostowała - Nazywam się Yukiko Higurashi i chodzę do klasy z Muraim...
Yuka gdy tylko to usłyszała znów zaczęła się śmiać pod nosem, jednak tym razem ją zignorowałam.
- Rozumiem - odparłam - Mogę mówić na ciebie Yuki?
Pomrugała oczami i przytaknęła.
- Więc... - zastanowiłam się - Co z moim bratem?
- Otóż... - zerknęła na ziemię - Do naszej klasy przyszła nowa dziewczyna... - zaczęła
- Zazdrosna - szepnęła złośliwie Yuka
- Nowa dziewczyna? - zdziwiłam się
- Tak... Nazywa się Merry Flame i przeprowadziła się z USA...
- USA - wykrztusiłam zaskoczona.
- Odkąd się pojawiła wszyscy chłopcy tylko nią są zainteresowani...
- Zazdrosna - powtórzyła Yuka
Kiwnęłam tylko głową zgadzając się.
- Pewnie myślicie, że jestem zazdrosna, ale to nie tak! - zawołała szybko - Po prostu w ogóle nie zachowują się jak dawniej.
- Przejdzie im... - uśmiechnęłam się z zakłopotaniem.
Pokręciła głową i spojrzała na mnie z bardzo poważnym wyrazem twarzy
- To nie jest chwilowa zmiana! Czuję to! Wszystkie dziewczyny normalnie się zachowują!
Zmartwiłam się.
- Więc.. Sprawdzę to, nie martw się - w rzeczywistości sama zaczęłam się martwić. Może faktycznie to nie była tylko wyobraźnia zazdrosnej dziewczyny... - myślałam.
- Liczę na ciebie! - odparła bojowo, zupełnie jak żołnierze w filmach po czym pobiegła.
- T-Tak... - wykrztusiłam tylko.
- Serio chcesz coś z tym zrobić? - zdziwiła się Yuka - Moim zdaniem jest zazdrosna i myśli, że dzięki tobie Murai znów zwróci na nią uwagę - mruknęła
- Nie wiem co o tym myśleć... Ale i tak chcę sprawdzić co u Muraiego... - powiedziałam cicho
- Aha... Włączył ci się syndrom młodszego braciszka - zaśmiała się.
- Nie! A poza tym nie ma czegoś takiego! - krzyknęłam z oburzeniem i poszłam obrażona.
- Miłej rozmowy! - pomachała za mną
- Głupia Yuka... Jak zwykle plecie same głupoty... - mamrotałam wkurzona pod nosem.
Po kilku minutach dotarłam do domu.
- Wróciłam! - zawołałam by dać znać mamie i odruchowo zajrzałam do kuchni. Przy stole już siedział mój brat i jadł, a raczej próbował jeść obiad. Spoglądał półprzytomnym wzrokiem w dal i dziobał łyżką w talerzu z jedzeniem.
- Witaj w domu - uśmiechnęła się mama. Również była  w kuchni, siedziała naprzeciw Muraiego.
- Co z nim? - spytałam jej wskazując na brata.
Westchnęła słysząc me pytanie
- Jest taki odkąd wrócił.
- Dziwne - szepnęłam. Przypomniała mi się w tym momencie rozmowa z Yuki. Czyżby to była prawda? - pomyślałam. Na raz postawiłam moją szkolną torbę na podłodze i podeszłam do stołu. - Wróciłam, bra..ci..sz..ku~! - zawołałam wesoło.
Jednak on nie reagował, a ja pomrugałam na to zdziwiona oczami.
- Nawet nie zaczyna się mnie czepiać... - szepnęłam.
- Może jest chory.. - zaczęła martwić się mama.
Myślałam co zrobić by zwrócić go na ziemię. Już chyba wiem - pomyślałam po czym usiadłam na krześle przy nim.
- Merry~ - powiedziałam cicho
Od razu się zaczął rozglądać
- Gdzie?! Gdzie?!
Widząc to zaśmiałam się cicho.
- Mam cię braciszku..
- Nie wiem o czym mówisz - mruknął i odwrócił się lekko zdenerwowany.
- A wiem... Zakochałeś się w tej dziewczynce...
- Nie prawda! - zawołał rumieniąc się.
- Może powiem mamie, skoro zaczynasz ją martwić - udawałam zastanowienie.
- N-Nie! Nie rób tego! - zasłonił mi buzie ręką.
- Nie dajesz innego wyboru skoro tak się zachowujesz - mój wzrok stał się poważny.
- D-dobrze wszystko ci powiem! Tylko nie mów mamie! - zawołał
- Czego ma mi nie mówić? - zdziwiła się mama.
Zamurowany i zawstydzony jednocześnie zasłonił teraz swoją buzię.
- Nic... Nic mamo - zaśmiałam się wesoło - Tak sobie żartujemy między sobą...
- Aha... - spojrzała na nas z poirytowaniem po czym poszła.
- Było blisko - odetchnęliśmy jednocześnie.
Po chwili byliśmy w moim pokoju, usiadł na krześle przy biurku a ja na moim łóżku. Kokoro widząc nas zainteresowana usiadła przy mnie, zignorowałam ją i spojrzałam na Muraiego.
- Więc...
Milczał lekko zdenerwowany i zawstydzony jednocześnie spoglądając na swe dłonie.
- Murai...
- To nie jest takie proste! - zawołał
- No to powoli mów..
- Łatwo ci mówić, nie czujesz tego co ja - mruknął
I jestem szczęśliwa - pomyślałam z poirytowaniem.
- Tak więc... Dziś zobaczyłem ją pierwszy raz... Te złote długie, lokowane włosy i zielone błyszczące oczy - znów spoglądał w dal, wydawało mi się, że zaczyna odpływać -  od razu poczułem to..
- Miłość od pierwszego wejrzenia? - wyszeptałam
- Jest piękna, dobra i piękna... - zaczął wymieniać
- I widzisz to wszystko po pierwszym dniu??
- To się czuje! O tu!! - zawołał i wskazał na serce.
- Nie wiedziałam, że jesteś takim romantykiem...
- Też tego nie wiedziałem... Pierwszy raz to poczułem
- Murai...
- Proszę nie mów o tym mamie ani tacie - spojrzał na mnie błagalnie
Uśmiechnęłam się lekko
- Nie powiem... Po prostu jeśli cię coś dręczy to mi mów...
- Ale ty się na tym nie znasz - odparł tylko
Poczułam choćby spadł na mnie jakiś ciężarek.
- Mimo wszystko! Jestem twoją siostrą i się martwię!
Przytaknął zakłopotany
- Dziwna jesteś na prawdę...
Zrobiłam nadąsaną minę
- Dziękuję i postaram się nie martwić rodziców.. - ruszył
Kiwnęłam głową
- Ale ciebie dalej będę dręczył, króliku - pokazał język i wyszedł z pokoju.
Widząc to zacisnęłam rękę w pięść
- Ten Murai!!! - rzuciłam się na łóżko i zaczęłam się po nim turlać z poduszką, którą zaraz po tym gdy się uspokoiłam przyłożyłam sobie do twarzy i przytuliłam do siebie - Jak to jest to poczuć??? - spytałam sama siebie
- Jeszcze masz sporo czasu przed sobą - powiedziała Kokoro, która siedziała tym razem na biurku. Tak, zupełnie o niej zapomniałam. Wzdychnęłam ciężko słysząc jej głos, zdjęłam poduszkę z twarzy i wróciłam do pozycji siedzącej. - Nie wiedziałam, że potrafisz być taka...
Pomrugałam oczami i zerknęłam na nią pytająco
- Czyli jaka?
- Dojrzała...
Zarumieniłam się lekko i odwróciłam wzrok.
- To mój brat... Na prawdę się martwiłam...
- Rozumiem...
- A ty masz jakąś rodzinę?
Zdziwiła się moim pytaniem
- Skąd nagle to pytanie?
- No bo skoro masz u mnie mieszkać... - bawiłam się rękoma
- Rozumiem.. - spojrzała w kierunku nieba - Nie mam rodziny, jestem sama na świecie...
Popatrzyłam na nią ze współczuciem.
- Przykro mi...
- Nie ma czego, miałam tam przyjaciół, którzy byli dla mnie jak rodzina aż do czasu...
- Aż do czasu? - przechyliłam głowę w bok
- Aż do zagłady królestwa... Królowa uśpiła mnie i mego przyjaciela po czym wysłała na ziemię.
- Czemu to zrobiła?
- Bym znalazła tu jej córkę...
- Córkę królowej? Księżniczka?
- Zyskała nowe życie, w którym wiedzie zwykłe życie jak ty, najprawdopodobniej nie wie, że była kiedyś księżniczką.
- Nie jest tak lepiej? - spytałam. Spojrzała na mnie - Jak w moim życiu się pojawiłaś tak nagle to wywróciłaś je jeszcze bardziej do góry nogami... A co powiedzieć dziewczyna, która ma rządzić całym krajem.. - powiedziałam cicho
- Wybacz, ale muszę... To było ostatnie życzenie królowej...
Spuściłam głowę.
- To okropnie samolubne..
Nie odpowiedziała na to, siedziała z opuszczonym łepkiem.
- Moje życie nie było takie normalne jak mówisz...  - odezwałam się po chwili całkowitego milczenia
- Czemu tak uważasz?
- Utraciłam częściowo pamięć... Nie pamiętam momentów gdy miałam 13 lat... - postanowiłam jej to powiedzieć. No skoro już przeszłyśmy do zwierzeń pomyślałam, że może mi trochę to ulży.
- Dlaczego? - spytała
- Tego nie wiem... Zostałam znaleziona w parku, tym samym, w którym się spotkałyśmy pierwszego razu...
- Rozumiem... Bardzo mi przykro
Uśmiechnęłam się wesoło
- Nie ma co się smucić, cały czas mam nadzieję..
- Już wiem czemu cię wybrałam... Na prawdę masz silne serce..
Znów położyłam się na łóżku i obróciłam się do niej plecami słysząc to.
- I tak nie będę walczyć! - zawołałam
- Jesteś uparta.. - szepnęła - Ale musisz..
Westchnęłam lekko
- Gdybyś nie była mówiącym kotem, który chce mi odebrać do końca normalność to bym nawet cię polubiła...
Pomrugała zaskoczona oczami, pewnie nie wiedziała, że to powiem po chwili uśmiechnęła się łagodnie.
- Co za dziewczyna...
* * * * * *
Następnego dnia.
Była sobota, więc mimo, że dochodziła już 9 godzina spałam smacznie w moim łóżku.
- Miyu! Wstawaj! Śniadanie! - zawołała mama z kuchni
Słysząc jej głos schowałam się pod kołdrę
- Dziś sobota... Litości.. - wymamrotałam przez sen nawet nie otwierając oczu.
- Wstawaj lepiej.. To nie zdrowe tyle spać - odezwała się Kokoro.
Nie odpowiedziałam jej na to, już byłam w krainie snów, a gdy się zorientowała westchnęła tylko. Leżałam jeszcze tak w łóżku. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi, po chwili poczułam, że nie ma na mnie przykrycia więc zaczęłam ręką jej szukać a gdy nic nie znalazłam otworzyłam swoje zaspane oczy i zobaczyłam nad sobą mamę, która w rękach trzymała prześcieradło.
- M-Mamo... - wyszeptałam sennie
- Dosyć tego spania! - zawołała
- Oddaj! - wyciągnęłam ręce
- Nie ma mowy! Muszę zrobić pranie a ty wstawaj! Jedzenie jest na stole ! - wyszła z pokoju
Machałam rękoma i nogami
- Ale ja nie chcę!!
- Mówiłam byś wstała... - mruknęła tylko poirytowana całą tą sytuacją Kokoro.
Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
- A miałam taki piękny sen!
Wzdychnęła.
- Zachowujesz się jak dziecko..
- Wcale, że nie! - zawołałam
Po kilku minutach narzekania przebrałam się i zeszłam do kuchni. Przy stole siedział już mój tata z moją młodszą siostrzyczką na kolanach, Momo. Mój tata ma blond włosy i fioletowe oczy a na sobie białą koszulę i niebieskie spodnie. Na co dzień pracuje jako detektyw, więc tygodniowo rzadziej jest w domu gdyż zazwyczaj ma już jakieś sprawy, a moja siostrzyczka...  Ma dopiero dwa latka więc zazwyczaj jest w domu z mamą.. Śpi, je, bawi się i śpi.. Ma jak ja różowe włosy związane w dwa małe kucyki i niebieskie oczy.
Tata jak to tata w weekend opowiadał mamie o jakiejś sprawie, którą załatwiał gdy nagle mnie zauważył.
- Dzień dobry Miyu! - uśmiechnął się promiennie
- Dzień dobry, tato! - przytuliłam go mocno
- Moja słodka córeczka - głaskał mnie po głowie
Zarumieniłam się lekko.
- Tatusiu..
Murai spoglądał na nas z poirytowaniem jedząc grzankę.
- No proszę was... Ja tu jem...
- Mi! Mi! - zawołała wesoło Momo machając w moim kierunku wesoło rękoma.
- Momo! - wzięłam ją na ręce i przytuliłam
Tata spojrzał na to z gwiazdkami w oczach, z prędkością światła gdzieś pobiegł a gdy wrócił miał ze sobą aparat. Zaczął robić nam zdjęcia ze wszystkich stron.
- Uroczo! Uroczo! Spójrzcie na obiektyw! Aaa! Pięknie!!! Mam takie słodkie córki!! - wołał, chyba nawet sam do siebie..
Momo mrugała oczami a ja spojrzałam z zażenowaniem
- Tato...
Gdy tata już się uspokoił usiadłam przy stole i wzięłam się za talerz z moim śniadaniem.
- Gdyby nie mama króliczek wciąż by spał - odezwał się po chwili Murai.
- Dobrze mi się spało dziś, to nie moja wina - odwróciłam zagniewana wzrok
- A co ci się śniło? - spytał z zainteresowaniem tata.
Zastanowiłam się a gdy miałam już odpowiedzieć wtrąciła się mama
- Lepiej nie pytać jej o takie rzeczy - poklepała go po ramieniu mama.
- Czemu? - zdziwiliśmy się jednocześnie.
- Bo Miyu jest już nastolatką.. A wiadomo co nastolatkom się śni? - odpowiedziała
- Chłopcy! - tata spojrzał na mnie strasznym wzrokiem.
- Chłopcy? - zdziwiłam się i zastanowiłam. Ten błękitno włosy ... - pomyślałam ale za chwilę pomachałam szybko głową - Nie! Na pewno nie! - zawołałam w myślach - A ten z wczorajszego snu? - przypomniałam sobie brązowowłosego mężczyznę tulącego kobietę. Znów pomachałam głową - Nie! Nie! Ma dziewczynę... - po chwili zarumieniłam się - Czemu o nim pomyślałam?
Moje myśli przerwał śmiech, była to mama.
- Więc jednak! To prawda! - zawołał tata i złapał mnie - Kto to?! Kto to?! Mów! - trząsł mną.
- Nikt! - krzyknęłam.
- Jednak o kimś myślałaś! Rumienisz się! Przyznaj się! - dalej mną trząsł
- Nikt! - powtórzyłam. Już wiem dlaczego Murai mnie prosił o dyskrecję.. - pomyślałam z poirytowaniem.
- Takiego króliczka nikt by nie chciał - mruknął z grymasem mój brat nawet na nas nie patrząc
- Nikt? - wyszeptałam i spuściłam głowę, pewnie dla rodziców wyglądało jakbym się załamała gdyż spojrzeli ze zmartwieniem jednak w rzeczywistości myślałam. Nawet tego na razie nie potrzebuję - pomyślałam.
- Murai to było niegrzeczne!- zawołał tato
Ja ku chyba wszystkich wybuchłam śmiechem.
- Miyu? - zmartwiła się mama
- Nie obchodzi mnie to - powiedziałam tylko - Mam ważniejsze rzeczy na głowie - odwróciłam wzrok na talerz i zaczęłam kończyć śniadanie. Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem.- Mówię poważnie.. - zaśmiałam się wesoło - Nic mi nie jest...
Odetchnęli i spojrzeli na Muraiego, który zdziwił się tym.
- No co?? - mruknął. Nagle wydobył się dźwięk, był to telefon mego brata, wziął go do ręki, i widziałam tylko jak momentalnie jego oczy robią się duże i błyszczące.
- Braciszku? - pomachałam ręką przed jego twarzą. Jednak on nie zareagował na to spoglądał wciąż tak samo w ekran telefonu.
- Nie wierzę.. - wykrztusił po upływie prawie 5 minut.
- W co?
Nie odpowiedział mi, poderwał się z siedzenia i pobiegł do swego pokoju
- O co chodzi? - spytał zdziwiony tata.
Ja spoglądałam w kierunku, w którym pobiegł. Czyżby chodziło o Merry? - pomyślałam i ruszyłam po cichu schodami na górę i stanęłam przy drzwiach do jego pokoju, po czym powoli uchyliłam je.
Mój brat chodził szybko po pokoju i wyjmował ubrania z szafy.
- Nie to! To też nie! I nie to! - mówił do siebie zastanawiając się po chwili rzucił się na łóżko zarumieniony - Nie wierzę, że mnie zaprosiła.
- Zaprosiła? - wyszeptałam - Więc to o to chodzi... - wycofałam się powoli i poszłam do mojego pokoju.
- Coś się stało? Dziwnie wyglądasz.. - powiedziała Kokoro gdy tylko weszłam.
- Mój brat idzie na spotkanie z dziewczyną...
- Z tą, o której wczoraj opowiadał? - spytała
Przytaknęłam i oparłam się o drzwi od mojego pokoju.
- To dobrze skoro tak..
- Tak.. Wydaje mi się, że tak.. - odparłam tylko myśląc.
- Jednak nie wyglądasz przekonująco.
- Nie chcę się wtrącać w sprawy Muraiego, ale też obiecałam Yuki, że sprawdzę tę dziewczynę...
- Więc w rzeczywistości chcesz podejrzeć randkę swego brata - spojrzała na mnie z poirytowaniem
- Nie! Wcale, że nie! - pomachałam rękoma zarumieniona
- Nie umiesz kłamać..
- Głupia Kokoro! Nic to mnie nie obchodzi - obróciłam się od niej w przeciwnym kierunku obrażona  gdy nagle usłyszałam zamykające się drzwi od pokoju mego brata.
- Wychodzę! - usłyszałam jak woła z dołu i zamykają się za nim drzwi frontowe.
Przegryzłam wargi zamykając mocno oczy walcząc chwilę ze sobą. - Jednak muszę to sprawdzić - pomyślałam i bez wahania wybiegłam z pokoju
- Weź naszyjnik! - zawołała za mną Kokoro, jednak ja już byłam na dole i nawet nie mówiąc nic rodzicom wybiegłam z domu.
Rozglądałam się chwilę.
- W którym kierunku mógł pobiec? - zastanowiłam się, aż nagle ujrzałam go biegnącego już na drugim końcu ulicy. Od razu pobiegłam za nim.
Po niedługiej chwili byłam w parku, zachowując oczywiście stosowny odstęp nie spuszczałam wzroku z mego brata, a gdy ustał w pewnym miejscu domyśliłam, że to tu więc schowałam się w najbliższych krzakach tak by mnie nie zauważył.
Murai stał przy jednym z drzew rozglądając się rozpromieniony. Widząc jego radość sama lekko się uśmiechnęłam. Może na prawdę bez potrzeby go śledzę... - pomyślałam i spuściłam głowę - Yukiko mogła być tylko zazdrosna.... Przerwałam me rozmyślania gdy ujrzałam zbliżającą się w kierunku mego brata dość piękna dziewczynka z bladą skórą, długimi złotymi włosami i zielonymi oczami. Na sobie miała czarno czerwoną sukienkę przez co jak dla mnie przypomniała glinianą lalkę.
- Piękna... - wyszeptałam oczarowana.
- Cieszę się, że mnie dziś zaprosiłaś - uśmiechnął się Murai.
- Mam nadzieję, że nie czekałeś długo... - odpowiedziała z lekkim zakłopotaniem.
Nie wiem czemu, ale nie wyczułam w jej głosie uczuć, był taki.. pusty. Pokręciłam szybko głową - Wydaje mi się tylko - pomyślałam.
- Nie.. Wcale nie czekałem - odparł wesoło.
- Cieszę się - uśmiechnęła się.
Usiedli na pobliskiej ławce.
- Czemu chciałaś mnie tak nagle zobaczyć? - zapytał zawstydzony spoglądając w bok.
- Chcę czegoś od ciebie - przybliżyła się do niego delikatnie.
Zarumieniłam się lekko widząc to. - Chyba nie chodzi jej o...
- Czego takiego? - zdziwił się
Przybliżyła się jeszcze bardziej, aż Murai zrobił się czerwony jak burak.
- A obiecujesz, że dasz? - spojrzała na niego ze smutkiem w oczach.
Odskoczył od niej szybko i stanął przy ławce.
- C-co ci się tak nagle stało?! - zawołał
- M-Murai.. - złapałam się za głowę.
Spoglądała na niego mrugając oczami po chwili również wstała z ławki.
- Lubię cię..
- Lubisz? - zdziwił się i zerknął na nią.
Przytaknęła i przytuliła się do niego. Zarumieniony wtulił się do niej widząc to zaczęłam się wycofywać.
- Wszystko jest ok... Nic tu po mnie... - powiedziałam cicho i gdy miałam już po cichu iść usłyszałam to.
- Więc obiecasz, że mi dasz?
Odwrócił się szybko od niej.
- Za szybko! - zawołał.
Zrobiła smutną minę
- Merry? - zmartwił się
- Nie lubisz mnie..
- L-Lubię - wykrztusił zawstydzony.
- Więc daj! - krzyknęła
- U-Um... - przytaknął i zaczął się do niej przybliżać.
Widząc to zrobiłam się cała czerwona, zakryłam buzię na wypadek gdybym nie zaczęła piszczeć.
- P-Pocałunek... - wymamrotałam.
Nagle pocałował ją rumieniąc się po chwili jednak skrzywił się
- B-Boli.. Co jest? - wyszeptał
- W rzeczywistości nie kocham cię... - powiedziała nagle.
Stanęłam jak wryta słysząc to
- C-co?
Jednak w większym szoku był Murai.
- N-Nie kochasz?
- Zgłupiałeś.. - zaśmiała się
- To czemu skłamałaś i kazałaś mi to zrobić?!
- W taki sposób... Odebrałam twe Ziarno Marzeń...
- Ziarno Marzeń? - wyszeptał i momentalnie jego oczy stały się puste, upadł na ziemię.
- Z-Ziarno Marzeń - wymamrotałam ze łzami widząc jak Murai upada przeraziłam się miałam już wykrzyczeć jego imię gdy nagle poczułam łapę na mojej buzi, była to Kokoro.
- Nie krzycz.. Bo cię zauważą w normalnej formie..
- Kokoro..
- Przybyłam do waszej szkoły by odebrać wam marzenia... Zakochani chłopcy mają ich bardzo dużo, więc zanim spotkałam się  z tobą, zobaczyłam i ich... - mówiła z uśmiechem, nad nią pojawiła się mroczna aura - Żałośni ludzie... - roześmiała się
- Ta aura - szepnęła Kokoro
Murai mimo, że nie reagował miał łzy w oczach.
- Murai... - spoglądałam na niego zapłakana.
- Miyu.. - Kokoro podała mi obrożę.
- Nie! Nie chcę tego robić! - zawołałam przerażona.
- Ciszej.. - próbowała mnie uspokoić - Jeśli tego nie zrobisz twój brat zginie..
- Murai... Umrze.. - wyszeptałam i spojrzałam znów na niego. Przypomniały mi się chwile z nim gdy zawsze mi dokuczał i przezywał królikiem, a  także chwilę gdy jako mała dziewczynka ujrzałam go jako niemowlę po raz pierwszy.
- To twój młodszy braciszek, Murai - powiedziała mama tuląc go do siebie.
- Braciszek.. - wyszeptałam rozpromieniając się.
- Jesteś jego starszą siostrą i musisz pomagać mamie w opiece nad nim - powiedział tata z uśmiechem.
- Pomagać? - przechyliłam głowę.
- Dbać o niego, pilnować i chronić przed bandziorami - puścił do mnie oko i pogłaskał mnie po włosach
- TAK! - zawołałam bojowo z poważnym wyrazem twarzy. Po chwili podbiegłam do niego i złapałam jego rączek - Od dziś Miyu będzie cię chronić Murai! - uśmiechnęłam się szeroko
Pomrugał swymi oczkami i zaśmiał się wesoło.
Wspomnienie nagle zniknęło, i znów wróciłam do rzeczywistości. Popłynęło mi więcej łez.
- Obiecałam... Obiecałam się nim opiekować...
- Miyu - zmartwiła się Kokoro.
Spojrzałam na naszyjnik ze łzami i ścisnęłam go w ręce. Nie mogę pozwolić Muraiemu umrzeć - pomyślałam po czym założyłam naszyjnik na szyi.
- Zrobię to.. Dla Muraiego.. - powiedziałam cicho.
Uśmiechnęła się lekko.
- Więc.. Jak brzmiało to przeklęte zaklęcie? - zerknęłam poważnie.
- Mocy Marzeń, wspomóż mnie.. - odparła.
Zamknęłam oczami i skupiłam się.
- Mocy Marzeń, wspomóż mnie! - zawołałam.
Tak jak ostatnim razem, zaraz po wypowiedzeniu owych słów kamień na obroży zabłysnął i światło z niego owinęło całe moje ciało.
- Co to za światło? - spojrzała w kierunku krzaków Merry.
Gdy poczułam, że światło mnie już dostatecznie opuściło otworzyłam powoli oczy, a na sobie miałam już strój wojowniczki. Zrobiłam to - pomyślałam i po chwili wyskoczyłam z krzaków z poważną miną.
- Wojowniczka! - krzyknęła Merry.
- Nie wybaczę ci tego co zrobiłaś Muraiemu! Słono zapłacisz! - zawołałam.
- Zdejmij swoje przebranie! - Kokoro.
- Skoro tego pragniecie... - odparła tylko i zamknęła oczy. Owinęła ją czarna aura, gdy odstąpiła ujrzałyśmy kobietę z długimi, lokowanymi białymi włosami, czerwonymi oczami oraz spiczastymi uszami. Na sobie miała długą czarnoczerwoną suknię, w dłoni miała wachlarz - Nazywam się Cornelia..
- Cornelia? - wyszeptałam.
- Aki... Tak jak podejrzewałeś... Przybyła - powiedziała spoglądając w jakimś kierunku, a tam pojawił się ten sam mężczyzna co ostatnio, Aki.
- Przybyłaś umrzeć? - spytał
- Zwróćcie Ziarno Marzeń Muraiemu!
- Pff... Interesuje cię ten głupi śmieć? - zaśmiał się i złapał go - Bachor tak łatwo dał się omamić.
- Zostaw go! - chciałam mu przywalić jednak odepchnął mnie tak, że uderzyłam w drzewo. Krzyknęłam z bólu.
- Dream! - podbiegła do mnie Kokoro.
- Smarkula prosząca się o śmierć... Pff idiotka.. - zakpił.
- Z-Zostaw go.. - wyszeptałam
- Rozbawiłaś mnie... - uśmiechnął się złośliwie i złapał za szyję. W tym samym momencie oberwał niebieskim promieniem, jęknął z bólu i od razu spojrzał w tamtym kierunku. - Kto to?!
Był to mężczyzna, który miał niebieskie włosy, twarzy nie widziałam gdyż miał na niej białą maskę. Odziany był w ciężką granatową zbroję. Zdziwiłam się widząc go, on odwrócił głowę w moją stronę.
- Nic ci nie jest, wojowniczko? - spytał
- N-Nie - wykrztusiłam tylko spoglądając na niego zamurowana. Wydawało mi się to jakieś znajome.
- Kim ty do cholery jesteś?! - zawołał wkurzony Aki.
- Twoim koszmarem - wyjął miecz z pochwy i zaatakował go szybko odcinając mu ramię, tak że puścił Muraiego. Widząc to szybko wstałam na równe nogi i podbiegłam, tak że w ostatniej chwili go złapałam.
- Murai - wyszeptałam, jednak nie reagował spłynęły mi łzy i przytuliłam go delikatnie - Przepraszam.. Gdybym wcześniej się zorientowała.. - powiedziałam bardzo cicho.
- Weź się za tą demonicę, ja się nim zajmę - powiedział do mnie walcząc z Akim, któremu ramie już zaczęło powoli odrastać.
- A-Ale..
- Żadne ale!
Przytaknęłam niepewnie i spojrzałam na Cornelię.
- Tyle, że gdzie jest ziarno? - zdziwiłam się - Ostatnim razem było w powietrzu a teraz...
- Ma je w sobie! - zawołał mężczyzna
- W sobie?
- W sumie racja... Gdy pocałowała Muraiego utracił je, czyli je wchłonęła... A na dodatek mówiła o innych chłopcach..
- W sobie? - zmartwiłam się - To jak mam je odebrać?
- Nie masz innego wyjścia i musisz ją pokonać - spuściła łeb.
- Pokonać? - posmutniałam i spojrzałam na nią, a ona na mnie z chłodem.
- Długo będziesz ględzić?! Idiotka! Nie zabijesz mnie! - ruszyła szybko dłonią, w której był wachlarz, z niego wydobyły się białe strzały, którymi oberwałam. Krzyknęłam z bólu.
- Musisz tego unikać! - krzyknęła Kokoro.
Oddychałam ciężko
- Z-Zaopiekuj się Muraim... - wstałam i ruszyłam w jej kierunku.
- Dobrze, ale co ty robisz?!
- W tamtym miejscu Murai  mógłby niechcący dostać - odpowiedziałam tylko i spojrzałam poważnie na Cornelię.
- Pfff...  Chcesz jeszcze szybciej zginąć? - znów mnie zaatakowała.
Chciałam zrobić unik jednak strzały były za szybkie i znów oberwałam.
- Nie baw się z nią tylko ją zabij! - zawołał Aki wciąż walcząc z nieznajomym.
- No dobrze - wzdychnęła i skierowała we mnie jeden wielki strzał.
Widząc go zamknęłam oczy, i w tym momencie jakby czas się zatrzymał. Myślałam co mam zrobić, bo jeśli bym się nie ruszyła to zginę a wtedy nie uratuję Muraiego, ani jego kolegów. Myśl Miyu, myśl - powtarzałam sobie w myślach - Co mam zrobić by ją pokonać? Co zrobiłam ostatnim razem? Pokazał się jakiś patyk i on zniszczył potwora... - wciąż myślałam  po chwili otworzyłam szeroko oczy.
- Patyk! - zawołałam i skupiłam się kładąc dłonie na klatce piersiowej - Proszę ukarz się znów i pomóż mi.. proszę - spłynęła mi pojedyncza łza. Nagle z wewnątrz mnie wyłoniło się światło,które zatrzymało atak Corneli.
- C-Co jest?!
- Co to za światło? - zdziwił się Aki i spojrzał na mnie
- Hej! Miałeś walczyć ze mną! - przywalił mu rycerz.
Zatrzymał się szybko i skierował w moim kierunku czerwone promienie, jednak jeszcze w połowie drogi do mnie stanął mężczyzna, przed którym pojawiła się bariera, która wchłonęła atak.
- Cholera..
Zaśmiał się chłodno.
- Co kończą się pomysły?
- Nie! Wcale nie! - zaczął masowo rzucać w niego kulami energii.
Trzymał swą barierę mocno, a ja stałam tak samo wciąż skupiając się uśmiechnęłam się gdy poczułam wydobywające się ciepło.
- Jakie ciepłe... - wyszeptałam cicho i powoli otworzyłam oczy i wyciągnęłam dłonie przed siebie - Pałeczko! Proszę! - I jak na życzenie po tych słowach, więcej światła zaczęło płynąć, tym razem w kierunku moich dłoni, powoli stworzyły jak dla mnie znajomy kształt, a gdy światło odeszło była już pałeczka, wzięłam ją szybko do ręki - Dziękuję... - wymamrotałam szczęśliwa.
- Cudowna moc... - powiedziała cicho Kokoro. - Udało ci się Dream! Bez mojej pomocy przywołałaś pałeczkę.
Przytaknęłam z lekkim uśmiechem
- Myślałam tylko o jednym... - spojrzałam surowym wzrokiem na Cornelię, która wciąż spoglądała zaskoczona na swój zatrzymany atak.
- Jak to..  Jak to możliwe? - szeptała - Nikt jeszcze nigdy tego nie zatrzymał
- Miłość jest silniejsza od wszystkiego innego.. - odezwałam się
- Miłość? - spojrzała na mnie - Co za bzdury...
- Jako osoba, która rozkochiwała wszystkich wokół powinnaś to wiedzieć... - ruszyłam powoli w jej kierunku.
- Przestań mi o tym mówić!! Udawałam to wszystko, nadal nie rozumiesz?! - zawołała
- Mimo co chyba coś czułaś, prawda? - zapytałam z nutką nadziei.
- Nie! Nic! Chciałam tylko ich Ziaren Marzeń! By królowa Demi mnie zauważyła
- Królowa Demi? - zdziwiłam się po chwili zawołałam poważnie - Nie rób z siebie potwora!
- Jestem potworem, głupia! Nie wiem po jakiego aż tak bardzo przejmujesz się tym bachorem, jednego miej.
Byłam jej dostatecznie blisko, że mogłam nawet ją spoliczkować, mimo że była ode mnie wyższa. Szczerze mówiąc chciałam to zrobić jednak uśmiechnęłam się ciepło.
- Kocham.. go...
Spojrzała na mnie zamurowana po chwili zaczęła jednak się śmiać.
- Nie za stara jesteś dla niego?
- Nie mówię tego jako kobieta...
- To jako kto niby?!
- Starsza siostra! - zawołałam wesoło i zaśmiałam się radośnie.
Widząc to złapała się za klatkę piersiową
- Czemu mnie boli? - wymamrotała i podniosła na mnie wzrok - Więc to daje miłość? Szczęście?
Milczałam wciąż patrząc na nią z nieznikającym uśmiechem. Odwróciła wzrok na Muraiego.
- Ci chłopcy.. Też to czuli? Też czuli szczęście bo widzieli mnie?
Kiwnęłam głową a ona spuściła swoją głowę.
- Cornelio, do cholery co ty robisz?! Zabij ją! - zawołał Aki
Spłynęły jej oczy, nagle zajrzała mi w oczy.
- Zrób to...
Zdziwiłam się jej prośbą. Czyżby teraz ode mnie chciała całusa? - pomyślałam przerażona.
- C-co niby? - spytałam.
- Na pewno nie to co myślisz... - westchnęła - Rozumiem co robiłam źle więc... Zniszcz mnie...
- C-co?!
- Jeśli to zrobisz, odzyskasz ich ziarna..
- A ty?! Ty też możesz...
- A znasz jakieś zaklęcie bym nie była czym jestem? Ledwo radzisz sobie z obudzeniem swej pałeczki..
Opuściłam głowę ze łzami
- Nie ale..
- Bez żadnego ale.. - odsunęła się trochę - Zrób to..
- Cornelio...
- Nie naprawię dziur w ich sercach jednak.... jednak mogę chociaż tak ich przeprosić..
- N-Na pewno?
Przytaknęła i zamknęła oczy.
- Pałeczko... - wymamrotałam i podniosłam ją do góry, zaświeciła - Światło Marzeń! - zawołałam z napływającymi do oczu łzami. Wydobyło się z niej jeszcze więcej światła, które uderzyło w Cornelię.
- Dziękuję - wyszeptała i zniknęła, a po niej zostało tylko kilka Ziaren Marzeń, które od razu zniknęły.
- Zniknęły! - zmartwiłam się.
- Zapomniałaś już? - westchnęła Kokoro - Nie musisz się martwić, wróciły do właścicieli...
Odetchnęłam i podbiegłam szybko do Muraiego i przytuliłam, oddychał powoli.
- Cholerna wojowniczka.. Królowa znów się zdenerwuje - wyszeptał Aki - Jednak muszę jej o tym wszystkim powiedzieć..
- Już uciekasz?! - mężczyzna.
- Nie mam czasu na dziecinady - zniknął - Następnym razem się ciebie pozbędę - rozszedł się jego głos echem.
- Wkopałam się jeszcze głębiej - wymamrotałam i spojrzałam na mężczyznę - Więc.. Kim jesteś? I czemu mi pomogłeś? - zapytałam
- Nie wiesz?
Pokręciłam głową.
- O ile wiem widzę cię po raz pierwszy więc..  - podrapałam się po głowie z poirytowaniem.
- Więc ci nie powiem - obrócił się w przeciwnym kierunku i pobiegł.
- C-co?! Ale co?! - zawołałam za nim - Jakiś dziwak - zrobiłam grymas i zerknęłam w miejscu gdzie stała Cornelia - Cornelia...
Nagle ujrzałam ją w głowie uśmiechającą się promiennie.
- Murai jest szczęściarzem, że ma taką siostrę... Dziękuję... Wojowniczko - po chwili iluzja z mojej głowy zniknęła.
Spłynęły mi łzy jednak po chwili zaczęłam je wycierać.
- Miyu.. - odezwała się Kokoro.
- Tak? - zerknęłam na nią.
- Pora się odmienić..
- T-Tak... - pokiwałam szybko głową i skupiając się wróciłam do swej dawnej zwyczajnej postaci. Po chwili sobie przypomniałam - Kim w ogóle jest ta Demi?
- Demi? - zdziwiła się Kokoro
- Usłyszałam jak ten Aki o niej mówił.. - odpowiedziałam
- Wkrótce ci wszystko wyjaśnię... Jak na razie zajmij się Muraim..
- No dobrze... - wzruszyłam lekceważąco ramionami. Nie za bardzo mnie to interesuje... - pomyślałam i przytuliłam delikatnie brata.
* * * * * *
W zamku Demi.
Aki pojawił się w sali tronowej, gdzie już dawno była Demi.
- I jak misja i gdzie Cornelia?
Klęknął na kolana
- Poległa, pani...
- Że co?! I ośmielasz mi się tak pokazywać?! - krzyknęła aż ziemia zatrząsała
- Wojowniczka ją omamiła.. - odparł i spojrzał w bok - Przybyłem od razu bo mam ciekawą informację do przekazania dla pani..
Uspokoiła się
- Jaką informację?
- Ta wojowniczka... Ma na prawdę potężną moc
- Potężna moc?
Przytaknął.
- Jeszcze nie do końca obudzona, ale na prawdę silna...
- Silna wojowniczka? - zastanowiła się
- Gdy zostanie obudzona... Nie zdziwiłbym się gdyby równała się z mocą królowej...
Wkurzył ją ten tekst, nagle wstała z tronu podeszła do niego i spoliczkowała go tak mocno, aż miał na policzku głęboką ranę.
- Jak śmiesz?! - zawołała wciekła.
- Przepraszam, królowo - opuścił głowę - Jednak chciałem być jedynie szczery i cię ostrzec...
- Zejdź mi z oczu! - zawołała i odwróciła się od niego. Wstał na równe nogi i miał już iść gdy nagle powiedziała. - Gdy zaatakujesz jeszcze raz bierz kogo chcesz z moich poddanych bylebyś się jej pozbył.
Ucieszył się gdy to usłyszał, złapał jej dłoń i ucałował w nią.
- Tak jest, moja droga królowo - po tych słowach zniknął.
Ona wróciła na swe miejsce
- Cornelia... Była jedna słaba...
- Nie przejmuj się nią pani, nie powinna mieć nawet prawa kiedykolwiek ci się pokazywać - obok niej pojawił się mężczyzna w błękitnym mundurze. Miał on lokowane fioletowe włosami z niebieskimi pasemkami oraz granatowe oczy. Tak jak chwilę wcześniej Aki pocałował ją w dłoń. - Wiesz, że ja zawsze jestem gotowy by ruszyć...
- Jeszcze nie... Jeszcze nie twoja pora - odpowiedziała
- Jak sobie życzysz, pani..
Uśmiechnęła się lekko jednak po chwili jej wzrok stał się chłodny.
- Wojowniczko... Nie chciej mi stawać na drodze jak Nozomi... Bo skończysz tak samo... - wyszeptała a jej oczy zaświeciły krwawym blaskiem.
* * * * * *
Tym czasem u mnie.
Siedziałam na ławce w parku a obok mnie leżał wciąż nieprzytomny Murai, który zaczął nagle otwierać oczy.
- Murai... - spojrzałam na niego ze zmartwieniem.
- Króliczek? - zdziwił się widząc mnie po chwili zaczął się rozglądać. - Gdzie jest Merry...
Spuściłam głowę słysząc to imię
- Odeszła...
Ujrzałam nagle jak napływają do jego oczu łzy.
- Murai.. - wykrztusiłam.
- Już pamiętam.. Byłem taki głupi... Zakochałem się tak prędko jak idiota, a ona chciała tylko odebrać me marzenia...
Spoglądałam na niego ze łzami chciałam coś powiedzieć jednak powstrzymałam się, wiedziałam, że żadne słowa w tym nie pomogą.
- Mimo, że może dla niej to była zabawa to ja... To ja na prawdę... się w niej  zakochałem! - krzyknął i rozpłakał się. Zamknęłam mocno oczy sama płacząc - Merry... Na prawdę cię kocham... Merry - mówił przez płacz. Płakałam ze spuszczoną głową, położyłam dłoń na jego ramieniu, a on spojrzał na mnie powoli. - A ty czemu beczysz, głupi króliku...
- J-Ja wierzę, że... że wewnątrz... ja- jakaś część jej... kochała cię - wykrztusiłam głośno smarkając
- Miyu...
- Na pewno.. Kochała cię... - przytuliłam go mocno płacząc a on wtulił się do mnie. Postanowiłam pozwolić mu wypłakać się we mnie tak długo jak tego potrzebował, nawet on.. Chłopiec, który zawsze robi mi na złość i jest zazwyczaj wesoły.. Potrzebuje ramienia, na którym mógłby się wypłakać.
Kilka godzin później gdy byłam w swym pokoju sama z Kokoro.
- Kokoro powiedz... - wyszeptałam spoglądając smutno w rozgwieżdżone niebo.
- Co takiego? - spytała.
- Mówiłaś, że mam chronić ziemi... Czy każda walka będzie wiązała się z bólem na końcu? - zapytałam z łzami w oczach.
- Miyu...
- Nie chcę... Patrzeć jak ktoś cierpi podobnie jak Murai... Nie zniosę tego... Tej bezsilności... - łzy spłynęły mi po policzkach. Nie wiedziała co powiedzieć opuściła łepek.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział 1: "Posiadam moc?!Jestem wojowniczką?! Co tutaj się dzieje?!"

Marzec... Początek wiosny mojej ulubionej pory roku, a zarazem koniec mroźnej zimy...  Wszystko wokół budzące się do życia, to takie wspaniałe... Zimą wszystko jest schowane pod tym białym puchem lub zmrożone na kość przez co po części nie znoszę tej pory roku... Na powietrzu wciąż zalatuje zimą, jednak słoneczko pomaga o tym zapomnieć. No tak.. Wiosna, ciężej jest wstawać bo dni robią się dłuższe... A ja znowu.... Spóźniona!
- Szybko!Szybko! - zawołałam sama do siebie biegnąc - Nienawidzę tych poranków - ziewnęłam płynnie i ustałam na chwilę by odpocząć. Spojrzałam na drzewa wiśni, uśmiechnęłam się widząc małe różowe pączki kwiatów wiśni - Już niedługo - wyszeptałam radośnie.
A właśnie.. Nie przedstawiłam się, prawda? Nazywam się Miyu Sekai, mam 14 lat i aktualnie jestem w drugiej gimnazjum. Mam różowe włosy, których część związuję w małe kucyki a resztę pozostawiam rozpuszczone, moje oczy są koloru fioletowego. Na sobie mam szary mundurek szkolny z niebieską kokardą. Jestem dosyć fajtłapowata, co chwilę walę jakąś gafę no i jestem beksą.
Już ostatni miesiąc jako drugoklasistka, ale fakt faktem... Zbliżają się egzaminy... - pomyślałam wpatrując się wciąż na drzewa wiśni. - Mam nadzieję, że tylko na początek dnia mam pecha - podrapałam się po głowie.
- Miyu! - usłyszałam nagle znajomy głos i odwróciłam się w stronę, z którego dobiegał.
Była to moja najlepsza przyjaciółka Yuka Momoshi, chodzimy do tej samej klasy oraz znamy się od dzieciństwa. Ma brązowe włosy związywane w dwa kucyki oraz ciemno fioletowe oczy. Gdy usłyszy słowo "chłopak" jest w siódmym niebie, no cóż muszę przyznać, że ma fioła na tym punkcie..
- Yuka... - szepnęłam spoglądając na nią.
- Miyu nie stój jak słup! - zawołała zdyszana biegnąc - Już po dzwonku! - ustała na chwilę przy mnie, wzięła kila wielkich wdechów i dalej pobiegła - Szybko!
Patrzyłam zdezorientowana jak odbiega po chwili dopiero dotarło co powiedziała.
- Co?! Już tak późno?! - ruszyłam szybko za nią.
* * * * * *
Lekcja angielskiego.
Oczywiście wraz z Yuką dostałyśmy wykrzyczenie za nasze spóźnienie, ale na szczęście skończyło się tylko na tym. Usiadłyśmy na naszych miejscach no i nauczycielka wzięła się za sprawdzanie co pamiętamy z ostatniej lekcji. Po kilku minutach przepytywania ku memu nieszczęściu padło na mnie.
- Sekai, jak powiesz : " Kupiłam sukienkę?"
- W-więc - wyszeptałam. Od razu poczułam wzrok całej klasy na mnie, pewnie wiedzieli już co się szykuje.. No tak! Dziękuję wam! Zawsze mogę na was liczyć... - pomyślałam i zastanowiłam się nad zdaniem do przetłumaczenia
- I ate dress. - odpowiedziałam poważnie. Byłam pewna mojej odpowiedzi... Moja klasa zaczęła się śmiać, a ja tego nie rozumiałam. No co znowu? Przecież dobrze powiedziałam...
- Misaki... Jesteś pewna swej odpowiedzi? - spytała zakłopotana nauczycielka
Uśmiechnęłam się promiennie
- Tak proszę pani! Pewna jak nigdy! "I ate dress" oznacza "kupiłam sukienkę" - mówiłam wesoło.
Pani wzdychnęła.
- Twoje " I ate dress" znaczy " zjadłam sukienkę"
Pomrugałam zaskoczona oczami
- Zjadłam?
- Smaczna była? - spytał jeden z chłopaków
- Zamknij się - szepnęłam i spojrzałam na kobietę - Byłam pewna tego..
- Ucz się Sekai... Lada moment egzaminy... - powiedziała poważnie
- T-tak... - przytaknęłam tylko, a ona przeszła do następnego tematu lekcji.
* * * * * *
Na następnej lekcji, czyli fizyce.
Po sprawdzeniu listy obecności nauczycielka zorientowała się, że zadała pracę domową, zaczęła przechodzić z ławki do ławki sprawdzając zadania każdemu z uczniów.
- Praca domowa? - wymamrotałam zdziwiona od razu zaczęłam grzebać w torbie z nadzieją, że jednak zrobiłam.
- Miyu, wszystko w porządku? - zapytała zmartwiona Yuka
- Więc... - przeszukiwałam torbę
- Zrobiłaś tę pracę domową?
- Byłam pewna, że tak bo coś mi się kojarzy ale... - opuściłam głowę - Nic nie ma...
- No wiesz... Co ty w ogóle w domu robisz?
Otworzyłam buzię by jej już odpowiedzieć, ale podeszła do mojej ławki pani.
- Sekai.. Twoja praca domowa?
Podniosłam wzrok na kobietę
- Ja... Nie mam jej... - wyszeptałam
- Sekai... - mruknęła. W jej głosie wyczułam zdenerwowanie.
- Przepraszam... Musiałam zapomnieć...
- Weź się w garść! Kolejny raz nic nie przynosisz a jak tak dalej pójdzie nie zdasz do następnej klasy!
Przeraziłam się tą myślą. Opuściłam szybko głowę na znak przeprosin.
- Przepraszam! Już się to więcej nie powtórzy! - zawołałam z łezkami w oczach.
- Mam nadzieję... - odpowiedziała i poszła do następnej ławki.
Prawda jest taka, że moje życie jest za bardzo zagmatwane... Może wszystko byłoby prostsze gdyby nie luki w pamięci... Tak, z niewiadomych przyczyn nie pamiętam okresu gdy miałam 13 lat, wszystko inne jest dla mnie przejrzyste.. Jednak to nie było aż tak dawno i mam ciągle nadzieję, że lada moment tamte wspomnienia i me życie wrócą do normy... Cóż wiara przenosi góry, nie tak?
* * * * * *
Na chemii
Pani zleciła nam zadanie: Przelanie "czegoś" z probówki pierwszej do probówki drugiej, cały problem polegał na tym, że nie wiedziałam co i jak.
- Co robić?! Nie pamiętam!! - załamana złapałam się za głowę i biegałam spanikowana wokół mego miejsca pracy
- Miyu uspokój się! - próbowała złapać mnie Yuka
- Już po mnie! Zostanę pogrzebana żywcem! - rozpłakałam się i upadłam na kolana
Yuka poklepała mnie po ramionach.
- Spokojnie, spokojnie... Dasz radę jak tylko się uspokoisz i pomyślisz trochę
- A ty zrobiłaś te zadanie? - spojrzałam na nią z nadzieją
- Nie... Jestem w kropce tak jak ty - zaśmiała się zakłopotana.
Poczułam w tym momencie choćby spadło na mnie kowadło 20 ton. Załamana skuliłam się i zasłoniłam rękoma uszy
- Dziękuję za nic - wykrztusiłam.
- Wstawaj... Za chwilę będzie sprawdzać... Zrób cokolwiek może ci się poszczęści - wróciła do swego stanowiska.
Przytaknęłam niepewnie
- Racja... Może będę miała to szczęście... - wzięłam probówki do ręki i spoglądając na obie zaczęłam się" modlić" - To nie jest pewnie takie trudne skoro już część osób to zrobiła - powiedziałam do siebie słysząc roześmiane osoby z klasy, które już ukończyły zadanie.
Na moje szczęście, które dopisywało mi od początku tego wspaniałego dnia podeszła do mnie nauczycielka. O tak. Kocham ten dzień!
- Sekai, jak ci idzie? - zapytała
- D-dobrze - zaśmiałam się zakłopotana
- W takim razie może pokażesz co potrafisz?
- E no...  - uśmiechnęłam się zdenerwowana - wolałabym nie... - w moich oczach stanęły łezki. Niech ktoś mnie stąd zabierze! - myślałam.
- Przecież twierdziłaś, że dajesz radę w takim razie możesz to chyba zrobić... - skrzyżowała ręce
- Ale... - spojrzałam na probówki
- Eh... Bo inaczej wstawię ci jedynkę sądząc, że nie potrafisz wykonać zadania
Co?! Znowu?! Dlaczego tylko ja słyszę na każdej lekcji takie groźby?! - pomyślałam, a następnie ścisnęłam w dłoniach probówki. - Zrobię jak mówiła Yuka... Przeleję z byle, której może w sam raz się uda...
Kiwnęłam głową poważnie, zamknęłam oczy i nagle przelałam zawartość z drugiej próbówki do pierwszej. Probówka zaczęła robić się gorąca, wydobył się z niej dymek i BUM! Wysadziłam klasę...
Ja stałam przerażona z szeroko otwartymi oczyma lekko przybrudzona, a nauczycielka była cała czarna, widać było, że wewnątrz się gotowała.
- SEKAI MIYU! ZNOWU WYSADZIŁAŚ KLASĘ!! - wrzasnęła.
- Przepraszam... Mówiłam, że nie chcę tego robić - opuściłam głowę zasmucona. Kocham ten dzień... - pomyślałam poirytowana.
* * * * * *
Po lekcjach.
Wracałam z Yuką w kierunku naszych domu. Po głowie chodziły mi wciąż wydarzenia z dnia spędzonego w szkole, przez to byłam dosyć przygnębiona.
- Czemu ja mam takiego pecha? Wszystkie nauczycielki są na mnie wściekłe... Na dodatek pani z chemii była tak wkurzona, że kazała mi się nie pokazywać dopóki nie odnowią sali... To nie sprawiedliwe! - żaliłam się przyjaciółce płacząc.
- Nie płacz... Za dzień, dwa zapomną o tym.. - pocieszała mnie Yuka, a raczej próbowała bo nic mi nie pomogło...
- Serio? A nie pamiętasz jak tydzień temu na lekcji matematyki niechcący zapałką podpaliłam włosy nauczycielce? Wczoraj uciekała przede mną aż się za nią kurzyło...  - odparłam przypominając sobie tamto zdarzenie.
- Skąd w ogóle ją wytrzasnęłaś? - Yuka spojrzała na mnie z poirytowaniem
W odpowiedzi podrapałam się po głowie. Czego ja nie znajdę w mojej torbie? - pomyślałam
- Nieważne... - uśmiechnęła się - Zabawnie to wyglądało gdy ona skakała z tymi palącymi się włosami a ty przyniosłaś gaśnicę i.... - nie dokończyła bo zaczęła się śmiać, ale skończyła gdy przeszyłam ją mroźnym spojrzeniem - Przerażasz mnie... - wykrztusiła
Odwróciłam od niej wzrok i westchnęłam
- Tyle bym dała by nie być taką niezdarą...
- E tam nie jesteś taka zła.. Gorzej by było gdyby za twoją niewinną twarzyczką krył się jakiś wampir lub inny stwór..
- Niewinną? - pomrugałam oczami i wskazałam na siebie - Na pewno mówisz o mnie?
- Oczywiście... Jesteś wcieleniem czystości i dobra! - zawołała z wesołym uśmiechem - Niewinny to byłby ten wampir gdyby na nią trafił - wyszeptała
- Ej! Słyszałam to! - zawołała
Zaśmiała się nerwowo robiąc kilka kroków
- M-Muszę już iść... Miałam pomóc mamie w dostawie tak więc....  Pa!- pobiegła nawet się za sobą nie oglądając
- Pa.. - powiedziałam cicho patrząc tylko jak odbiega z prędkością światła. Prawdą było to, że tylko z Yuką się przyjaźniłam... Po lekcjach najczęściej pozostawałam sama sobie...
Ruszyłam powoli gdy nagle stanęłam przed drzewem wiśni, tym samym co samego rana.
- Piękne... - uśmiechnęłam się i dotknęłam go delikatnie, podniosłam wzrok w kierunku gałęzi - Nie mogę się doczekać...
Nagle usłyszałam za sobą trzask łamiącego się patyka, ktoś stał tuż za mną. Obróciłam się powoli w tamtym kierunku, ujrzałam chłopaka z włosami i oczami koloru błękitu. Na sobie miał mundurek z liceum, które było połączone z moim gimnazjum. Wtedy byłam pewna, że wcześniej się nie spotkaliśmy więc nie rozumiałam czemu wpatrywał się na mnie choćby znał mnie od dawna. Zaczęłam się lekko denerwować gdy minęło więcej niż 5 minut, a on wciąż na mnie patrzył więc w pewnej chwili nie wytrzymałam i po prostu spytałam:
- Czemu się tak na mnie patrzysz?
Wtedy od razu odwrócił ode mnie wzrok
- Zamyśliłem się, przepraszam... - odpowiedział z zawstydzeniem
- R-rozumiem - odparłam niepewnie i obróciłam się na pięcie w przeciwnym kierunku, a gdy miałam już odejść on zadał dość nietypowe pytanie
- Więc to ty wysadziłaś klasę?
Pomrugałam zaskoczona oczami, a gdy przypomniałam sobie zdarzenie westchnęłam smutno
- Niestety tak... - przytaknęłam po chwili zorientowałam się - A-aa.. Co cię to obchodzi?! I-I skąd to wiesz?! - wrzasnęłam
- Ee wiesz.... Wydaje mi się, że cała szkoła już to wie - odparł drapiąc się po głowie.
- Co?! Cała szkoła?! - przerażona czułam choćbym wpadała w jakąś czarną otchłań
Zaśmiał się nagle
- Podziwiają cię, wiesz?
Wyprostowałam się zdziwiona
- Co?
- Wszystkie twoje dotychczasowe wybryki choćby to z tamtego tygodnia z tymi włosami.... - znów się zaśmiał
Złapałam się załamana za głowę
- O nie!! To nie było specjalnie! - zawołałam
Jednak chłopak zignorował moją wypowiedź i wciąż się śmiał, spojrzałam na niego z grymasem.
- Tak w ogóle znamy się, że od tak mnie wyśmiewasz?
Spojrzał na mnie
- Tak znamy się i to od dawna - odpowiedział.
- A ja ciebie nie, a skoro moja mama nie każe mi rozmawiać z nieznajomymi to żegnam - wytknęłam do niego język i ruszyłam mamrocząc różne zaklęcia pod nosem.
- Nazywam się Koito! - krzyknął za mną z poirytowaniem po chwili westchnął - Więc na prawdę mnie nie pamiętasz - uśmiechnął się sam do siebie - Cóż będę musiał ci trochę w tym pomóc, Miyu...
W tym czasie ja szłam wciąż przed siebie z miną mówiącą do otaczającego mnie świata " Lepiej się do mnie nie zbliżaj". Byłam w parku, skrócie którym czasem wędrowałam do domu. Ustałam na chwile i spojrzałam w niebo
- Co za dziwny dzień... A może to wszystko to tylko zwykły sen - zastanowiłam się i po chwili uszczypnęłam, jednak nie zadziałało. - Nie... To wszystko prawda - ból na dłoni zmył moją wszelką nadzieję. Nagle na niebie coś zaświeciło choćby gwiazda, to było zaskakujące bo było jasno, ale przecząc wszystkim normom złożyłam dłonie na znak modlitwy - Pierwsza gwiazdko spraw by to był sen!
Po chwili zdałam sobie sprawę, że "gwiazdka" zaczęła się ruszać, aż za bardzo....
- Ona leci prosto na mnie! - zaczęłam panikować machając desperacko rękoma. Gdy miałam już uciec dostałam nią prosto w twarz, przez co upadłam na ziemię. Byłam pewna, że już po mnie jednak zorientowałam się iż "gwiazda" jest dosyć miękka...
Złapałam tego czegoś co miałam na twarzy i próbowałam się pozbyć. Jakie wielkie było moje zdziwienie gdy okazało się, że to kot. Chociaż miałam ku temu małe wątpliwości.
Kot ten miał fioletową sierść i różowe ślepia. Na szyi posiadał złotą obrożę z sercem, a w jednym miejscu na ciele małe znamię w kształcie różowego serca.
- Kot? - wylałam swe powątpiewające myśli na wierzch, jednak zniknęły w chwili gdy kot jakby odpowiedział miaucząc.
- Więc to kot... - szepnęłam wpatrując się w niego - U kogoś musiałeś przeskrobać mały skoro ci sierść pofarbowali - zaśmiałam się zakłopotana
On za to przechylił łepek w bok, a ja spoglądałam na to zauroczona
- S-słodki... - wykrztusiłam i spojrzałam na niebo - Dziwne przyleciał z nieba choćby anioł - postawiłam go na ziemi i pogłaskałam - Do następnego razu, aniołku~! - pomachałam i pobiegłam.
Niech ten dzień dobiegnie końca - pomyślałam - Jest coraz bardziej dziwny...
Biegnąc parkiem usłyszałam dosyć niepokojące jak dla mnie odgłosy, mimo że nie należały do przyjemnych ja głupia poszłam w ich kierunku. Wskoczyłam do krzaków niedaleko miejsca skąd dochodziły owe dźwięki i wystawiłam tylko głowę.
To co ujrzałam było jeszcze bardziej niepokojące.. Otóż stało tam kilka osób w różnym wieku, wszystkie wpatrywały się w dal a nad nimi unosiło się coś czarnego przypominające kształtem płatki kwiatów wiśni. Pozostali ludzie byli nieprzytomni.
- Bezcelowe... - wydobyły się głosy z latających przedmiotów
- He? - wychyliłam się jeszcze bardziej - C-co tu się dzieje? Kręcą tu jakiś film czy co..? - przestraszona zaczęłam się wycofywać. W tym momencie ujrzałam tego kota co spotkałam chwilę wcześniej - Ten kot.. On przyszedł za mną?
- Trzeba działać... - nagle usłyszałam od kota, a raczej kotki.
- K-kot gada - przerażona straciłam równowagę i upadłam na pupę po czym pisnęłam na cały regulator.
W tej samej chwili kociak zasłonił mi buzię łapą
- Cicho... Bo nas złapią...
Stanęły mi w oczach łzy, widziałam najgorsze scenariusze z kotem w roli głównej. Wzięłam głębokie wdechy by się uspokoić i wrzasnęłam:
- Jak mam być cicho?! Jesteś kotem i mówisz jak człowiek!! To nie jest normalne!!
- Cii... Wiem, że to dla ziemianina nie jest normalne...
- Więc mam do czynienia z kosmitą? - złapałam się za głowę i potrząsałam nią szybko - Lepiej od razu mnie zagrzeb
- Nie jestem kosmitą! - zawołała poważnie - Jestem z innego wymiaru
- Innego wymiaru?
Przytaknęła
- Czuję się jak w jakimś Anime - mruknęłam
- Anime? - zdziwiła się i westchnęła - Nie wiem co to, ale jednak wszystko co teraz się dzieje to rzeczywistość, Miyu...
- S-skąd wiesz jak mam na imię? - cofnęłam się
- Na twojej torbie jest znaczek z imieniem - wskazała łapą w tamtym kierunku, a ja odruchowo spojrzałam tam. Nie myliła się..
- Bystry kot... - zdołałam tylko wykrztusić
- Jak zauważyłaś nie jestem zwyczajna - uśmiechnęła się dumnie - Nazywam się Kokoro...
- Kokoro? - pomrugałam oczami.
- Nie czas na pogaduchy - powiedziała
- Tak... - zaśmiałam się - M-mnie tu nic nie dotyczy - zaczęłam się wyczołgiwać z krzaków
- Nie ty zostajesz!
- He? - spojrzałam na nią zirytowana - Nie już mnie nie ma - mruknęłam z grymasem
- Musisz się zmienić!
- Zmienić? O czym ty mówisz?
- Trzeba uratować tych ludzi są niebezpieczeństwie... I ty musisz ich uratować
Wskazałam palcem na siebie
-  Na pewno mówisz o mnie?
Skinęła łepkiem a ja podrapałam się po głowie.
- Musiałaś mnie pomylić z kimś ja nic nie potrafię, a tym bardziej walczyć...
- Dlatego musisz się zmienić!
Pokręciłam głową
- Proszę Miyu! Czuję od ciebie ogromną moc!
- Głupoty...
- Miyu... Jak ty ich nie uratujesz to.. to nikt- stanęły jej we oczach łzy
- Co? Ale...
- Inaczej... Inaczej ich marzenia zginą...
Przeraziłam się i spojrzałam na ludzi.
- Marzenia?
- Te czarne nad nimi to Ziarna Marzeń, skoro nie są w ich sercach tylko na zewnątrz i w dodatku czarne to oznacza, że gdzieś w pobliżu jest wróg, który chce je odebrać... Na zawsze...
Czułam jak moje serce zaczyna szybko bić z przerażenia.
- Stracić marzenia... To okropne...
- To ich czeka jak dalej będziemy tak siedzieć...
Wciąż spoglądałam jak wryta na ludzi, czułam jak napływają mi do oczu łzy jednak po chwili ścisnęłam dłoń w pięść i zerknęłam na nią poważnie.
- D-dobrze zrobię co mogę... Tylko w ogóle nie wiem co..
- Pomogę ci! - powiedziała - Najpierw musisz się zmienić...
Nagle serce na jej obroży zaświeciło, z niego wydobył się złoty promień, który stworzył przedmiot przypominający naszyjnik obrożę. Był w koloru niebieskiego, na środku znajdował się złoty kamień w kształcie koła a na jego środku różowe serce. Pomrugałam oczami
- To jest...
- Naszyjnik - promień zgasł, a biżuteria bezwładnie spadła prosto na moje ręce - Dzięki niemu zmienisz się...
- W-więc... - założyłam go na szyi - Nawet ładny...
Z jakiegoś powodu czuję się jak pies... -  pomyślałam - Co teraz mam zrobić? - zapytałam.
- Wypowiedz słowa : Mocy Marzeń, wspomóż mnie!
Niepewnie przytaknęłam
- M-Mocy Marzeń, wspomóż mnie! - wykrzyknęłam słowa.
W momencie gdy wypowiedziałam owe zaklęcie, z kamienia na naszyjniku wyłoniło się światło. Nie powiem, że nie ale byłam tym zaskoczona. Zamknęłam oczy z obawą czego mogę się spodziewać. Ku mojemu zdziwieniu poczułam jak owija całe moje ciało ciepłe światło. Nie wiedziałam co dzieje na zewnątrz jednak uczucie było tak przyjemne, że nie chciałam otwierać oczu. Ba! Pierwszy raz coś takiego poczułam. Jednak te chwile nie trwały długo, stopniowo to ciepło opuszczało mnie, a gdy zniknęło całkowicie postanowiłam otworzyć oczy by sprawdzić co się działo. To co ujrzałam było dla mnie jeszcze większym zaskoczeniem.
Otóż na sobie nie miałam już mundurka szkolnego, a jakiś zupełnie inny strój. Góra była w kolorze jasno różowym z trochę ciemniejszym odcieniem różu rękawami. Na klatce piersiowej miałam niebieską kokardę z kamykiem takim samym jak na naszyjniku, zupełnie tak samo wyglądały teraz moje gumki do włosów, które zastąpiły właśnie owe kokardy, tylko w mniejszym formacie. Na rękach miałam długie rękawice sięgające do łokci, a z tyłu miałam długą niebieską kokardę. Obszycia stroju były w kolorze granatowym. Dół stroju to głównie różowa dosyć krótka spódniczka, no i na samym dole miałam długie niebieskie buty, przypominające trochę kozaki. Sięgały one do kolan.
- C-Co to jest? - wykrztusiłam tylko tyle oglądając się przerażona
- Od teraz jesteś wojowniczką chroniącą ziemi, Warrior of Dream -Wojowniczką Marzeń - powiedziała poważnie Kokoro
- W-Wojowniczką Marzeń? - wymamrotałam wciąż się oglądając, po chwili jednak spoważniałam - Rozumiem...
W tym czasie przy ziarnach marzeń stanął pewien mężczyzna. Jego oczy i włosy były w kolorze ciemnej pomarańczy, włosy miał ułożone w irokez . Odziany był w czerwoną zbroję połączoną z pomarańczową peleryną.
- Niestety nie jest to zbyt silne ziarno... - powiedział sam do siebie oglądając jedno ze ziaren - Jednak i ono się przyda - uśmiechnął się
- Ani kroku dalej! - zawołałam poważnie
- Kto to? - rozglądał się zdezorientowany
Wyskoczyłam z krzaków i spojrzałam na niego chłodno
- Nie pozwolę odebrać ci marzeń tym ludziom!
- Kim jesteś! - wrzasnął i nagle przycisnął mnie za pomocą mocy do jednego z drzew.
Krzyknęłam z bólu, jednak próbowałam się szamotać
- Dream! - zawołała zmartwiona Kokoro
- Nie odbieraj im marzeń! Bez nich ich życie będzie puste... - wykrztusiłam ze łzami w oczach.
Bardzo bałam się jego kolejnego ruchu, jednak chciałam pokazać, że nie jestem beksą i jestem silna.
Na szczęście odwrócił się w przeciwnym kierunku
- Nie obchodzą mnie ich marne życia - odpowiedział bez emocji.
Wstałam z ziemi.
- Jestem Warrior of Dream i... i będę ich chronić!
- Warrior of Dream, co? Chronić - roześmiał się nagle i spojrzał na mnie złośliwie - Nie umiesz nawet siebie bronić. - niespodziewanie jego dłoń zaświeciła, przed nim pojawił się stwór z rogami i dużymi czerwonymi ślepiami. - Zajmij się nią - powiedział do potwora - Mam lepsze rzeczy do roboty - po tych słowach odszedł w kierunku pozostałych ziaren marzeń.
Potwór warknął i ruszył w moim kierunku, przeraziłam się na to. Zrobiłam kilka kroków do tyłu i zaczęłam uciekać przed nim.
- P-Potwór... Prawdziwy potwór... Zupełnie jak w filmach - mówiłam do siebie ze łzami w oczach  uciekając.
- Dream! Nie uciekaj! - zawołała Kokoro biegnąc za mną - Musisz stawić mu czoła i go pokonać
- Pokonać?! - pisnęłam - Czy ty go widzisz... Nawet nie wiem jak - spłynęły mi łzy, w pewnej chwili potwór zniknął zaskoczona tym ustałam jednak pojawił się przede mną i przywalił mi. Krzyknęłam z bólu i upadłam na ziemię.
- Dream!
- Niech ktoś go zabierze... - zasłoniłam oczy dłońmi widząc jak się oblizuje.
- Dream!
- Kokoro.. Mówiłaś, że mi pomożesz jeśli się zmienię... A... a nie robisz nic! - rozpłakałam się
- Musisz w siebie uwierzyć!
- Uwierzyć?
Kiwnęła poważnie łepkiem
- W siebie i twoją moc...
- Ale jak mam go pokonać? Wiara tu nie wystarczy... - wstałam z ziemi i podbiegłam do jakiegoś drzewa, spoglądając ze strachem na potwora, który ruszył w moim kierunku - Nie wiem co mam robić...  Było wybrać kogoś lepszego...
- Masz moce wojowniczki ale nie wierzysz!
Zerknęłam na nią ze łzami.
- Mogę tylko trochę pomóc twej mocy się ukazać, ale ty musisz uwierzyć by tak się stało - tak jak poprzednio jej serce na naszyjniku zaświeciło, wybił się z niego promień tworzący jakiś przedmiot.
Gdy światło zniknęło okazało się, że to niebieska pałeczka z dużym kamieniem w kształcie serca. Wpadła bezwładnie w moje dłonie
- Co to?
- Magiczna pałeczka, dzięki niej możesz użyć swej mocy!
- Moja moc? A-Ale jak?
- Musisz się skupić! Skup się i wypowiedz odpowiednie zaklęcie by ukazała..
- Zaklęcie?
Potwór znów mnie zaatakował, więc zrobiłam szybki unik i znów zaczęłam uciekać
- Nie wiem jakie to zaklęcie...
- Dasz radę! Ja w ciebie wierzę!
Potknęłam się o korzeń i wywróciłam. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam zamyślona na pałeczkę.
- Zaklęcie?
- Dream! Szybko! Musisz uratować jeszcze tamte ziarna! - zawołała Kokoro
Potwór w tym czasie skoczył wysoko w górę i zaczął spadać lecąc prosto na mnie.
Chwila... Moja moc to marzenia, tak? Skoro jestem Wojowniczką Marzeń..  Więc muszę szukać czegoś związanego z marzeniami - myślałam zdenerwowana przyglądając się uważnie pałeczce - Serce? - przypomniały mi się słowa Kokoro - "  Skup się i wypowiedz odpowiednie zaklęcie... " Odpowiednie zaklęcie? Więc może być jakiekolwiek sobie wyobrażę związane z marzeniami i sercem... - uśmiechnęłam się lekko
- Już wiem - powiedziałam cicho i ścisnęłam pałeczkę. Skoro moją mocą są marzenia  to to będzie - zastanowiłam się i wykrzyknęłam nagle - Ś-Światło Marzeń!
Serce na pałeczce zaświeciło, wyszedł z niej blask przypominający kształtem serca. Owy atak uderzył w potwora, który już prawie że wylądował. Potwór wrzasnął z bólu
- Co to? - spojrzał na to rudowłosy
- Światło Marzeń? - zdziwiła się Kokoro - Dlaczego właśnie tak?
- Pomyślałam o tym, że najczęściej zło reprezentuje ciemność... A ciemność może  jedynie rozproszyć światło, a skoro moją mocą są marzenia to... Światło Marzeń - odpowiedziałam wesoło
- Wiedziałam, że dasz radę!
Potwór zaczął się palić, po niedługiej chwili nic po nim już nie zostało.
- Cholera... Nie wiedziałem, że jest taka silna - warknął pod nosem mężczyzna
- Dream! Ziarna! - przypomniała mi kotka
Przytaknęłam i podbiegłam w kierunku mężczyzny i ziaren.
- Zostaw je!
Przeszył mnie chłodnym spojrzeniem, aż poczułam dreszcz.
- Gówniara... Jak śmiesz przede mną stawać
Spoglądałam na niego poważnie, trzymając mocno w dłoniach pałeczkę sądząc, że może mnie zaatakować.
- Aki... Wracaj - usłyszał w głowie kobiecy głos
- Wracać? Ale co z ziarnami?! - zdziwił się
- Wracaj!
- T-tak - wyszeptał i odwrócił wzrok w moim kierunku - I tak są to słabe ziarna, ale uważaj następnym razem jak będziesz mi się plątać pod nogami to odbiorę je tobie! - zagroził po czym zniknął.
- Uciekł.. - wymamrotałam i odetchnęłam z ulgą bo już na prawdę myślałam, że to mój koniec.
- Miyu! Patrz! Ziarna Marzeń! - zawołała nagle wesoła Kokoro wskazując w pewnym kierunku
Spojrzałam, w tamtą stronę to co ujrzałam oczarowało mnie. Ziarna Marzeń, które jeszcze chwilę wcześniej były czarne jak węgiel teraz były złote, a biło od nich tak piękne i zarazem ciepłe światło, że było to cudowne.
- Piękne... - wyszeptałam.
Ziarna Marzeń zaczęły znikać w ciałach swych właścicieli.
- To.. Udało się? - zerknęłam niepewnie na kotkę
Uśmiechnęła się i przytaknęła
- Tak.. Wszystko już w porządku.. - podniosła na mnie wzrok - Uratowałaś ich, Miyu...
Stanęły mi w oczach łzy szczęścia słysząc to co powiedziała, po chwili wytarłam je
- Cieszę się... Bardzo się bałam...
Ludzie zaczęli się wybudzać.
- Musimy iść!
Kiwnęłam głową i zaczęłam odbiegać, jednak ludzie zauważyli mnie.
- Kim jesteś? - spytali
Obróciłam lekko głowę w ich kierunku, postanowiłam jednak nie odpowiedzieć na ich pytanie a powiedzieć co innego.
- Nigdy nie wątpcie w swe Marzenia, proszę! - zawołałam  po chwili byłam już daleko więc nie słyszałam nawet tego co na to odpowiedzieli.
Tak bardzo się śpieszyłam, że nawet nie zorientowałam się iż jestem od dłuższego czasu obserwowana przez tajemniczego mężczyznę. Stał on na dachu jednego z budynku, miał on niebieskie oczy oraz włosy, a na sobie założoną granatową zbroję.
- Jesteś cała, Miyu - powiedział do siebie z ulgą w głosie i uśmiechnął się a następnie zniknął.
* * * * * *
W tym czasie, w innym świecie.
W pewnym zamczysku, w którym otoczenie było wypełnione kolorami krwawym i czarnym był mężczyzna, którego widziałam w parku. Klęczał on na posadzce w kierunku tronu, przy którym stała odwrócona do niego plecami młoda kobieta. Miała długie piękne brąz włosy i czerwoną suknię.
- Pani, dlaczego kazałaś mi wrócić? Już prawie miałem tamte ziarna.. - odezwał się
- Martwiłam się, długo nie wracałeś - odpowiedziała nawet nie odwracając się w jego stronę - Coś cie zatrzymywało?
- Miałem jedną małą kłodę pod nogami, ale była zupełnie nie groźna - wyszeptał i podniósł głowę
- Kłodę?
- Tak, ale nie masz czym się niepokoić... Już więcej nam nie przeszkodzi...
- Jednak cię zatrzymała.... Czym była ta kłoda? - spojrzała nagle w jego stronę, jej szare oczy nagle zaświeciły krwawym blaskiem.
- Wojowniczką...
* * * * * *
Następnego dnia, u mnie.
Zaczęłam się budzić powoli, byłam w przecudownym nastroju. Przetarłam oczy delikatnie ziewając i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Miałam dziwny sen... Śniło mi się, że miałam ogromnego pecha w szkole, dostałam na każdej lekcji wykrzyczenie i byłam już zupełnie pozbawiona humoru! Po lekcjach gdy rozstałam się z Yuką spotkałam wrednego gamonia, który się ze mnie nabijał, a potem  w parku spadł na mnie dziwny fioletowy kot, który jak się okazało potem umie mówić! Ujrzałam kolesia, który łapał jakieś czarne coś co nazywało się ziarnami! Kocur dał mi obrożę do przemiany i stałam się wojowniczką! Walczyłam z tym facetem i pokonałam jakimś patykiem jego potwora, który spalił. Rudowłosy uciekł a ja wróciłam z kotem do domu! Co za dziwaczny sen - mówiłam ciągle do siebie szybko śmiejąc się miejscami zakłopotana - Co za nonsens!
Zupełnie nagle na moich nogach poczułam coś ciepłego spojrzałam w tamtym kierunku i zauważyłam tam Kokoro. Przerażona jęknęłam
- Nie! To nie był sen!
Kokoro zaczęła mrużyć oczy i zerknęła nagle na mnie
- Spóźnisz się... - wyszeptała zaspanym głosem.
- Co? - odwróciłam wzrok na zegar, który wskazywał już dość późną porę - O nie, znowu zaspałam!!! - wrzasnęłam.

wtorek, 31 maja 2016

Prolog


Wiosna. A właściwie jej początek zaraz po zakończeniu dość mroźnej zimy. Plaża, na której nie słychać nic pozna falującym morzem. Stoi na brzegu osamotniona dziewczyna włosami sięgającymi za szyję. Wydaje się,że jej to nie przeszkadza, spogląda w dal. Można nawet stwierdzić,że jej tu nie ma duchem. Nagle jednak po jej policzkach spływają gorzkie łzy. Spuściła głowę i upadła kolanami na zimny piach, z kieszonki wypadł jej medalion, który gdy tylko otworzył zaczął grać melodię, melodię przez którą popłynęło jej więcej łez.
- "Nie płacz"-usłyszała nagle w głowie kojący męski głos. Znała go bardzo dobrze, jednak wolała zaprzeczyć temu i dalej siedziała w tej samej pozycji.- " Nie płacz,proszę..."-powtórzył głos.
Dziewczyna nagle podniosła głowę
- Ale...- wyszeptała tylko. W tym momencie  ziemia delikatnie zadrżała,a ona spojrzała do tyłu, ujrzała palące się miasto. Przestraszona wstała - Nie...-wykrztusiła.
Poczuła  w tym momencie jakby,ktoś położył dłoń na jej ramieniu..Teraz po jej twarzy widać było zastanowienie, wahała się nad czymś. Zacisnęła niespodziewanie dłonie w pięści jakby podjęła już decyzję. Wzięła z ziemi wisiorek, spoglądała na niego z łagodnym uśmiechem.
- Nie będę płakać,obiecuję-zamknęła go, tak że nie było słychać już melodii z niego, a następnie założyła go na szyi wciąż się w niego wpatrując. Wstała z piachu i obróciła się w kierunku miasta.
- Nie mogę się poddać tuż przed końcem... Muszę bronić ludzi... Muszę bronić marzeń!